czwartek, 30 czerwca 2016

Agnieszka Maszkiewicz z Lady Mamma

MAMA to JA, JA to MAMA... To najtrafniejsze określenie ogółu mojej szarej eminencji! Dokładnie od 2,5 roku pełnię najważniejszą, życiową funkcję w świecie! Zakochana, zaczarowana, zauroczona, zapatrzona w swojego syna - Oliwiera niczym w obrazek rodzicielka! Starająca się za wszelką cenę zachować balans między tym co w życiu istotne, wartościowe i cenne.

Agnieszka i Oliwier
fot. Album rodzinny

Jak się to wszystko zaczęło???


Otóż bardzo niepozornie... W 2008 roku poznałam mojego partnera życiowego, ojca moich dzieci. Choć broniłam się rękami i nogami przed tą relacją, nie uszło mi to płazem... Już po czterech miesiącach zabrał mnie w jedno z najpiękniejszych miejsc tego świata - do Paryża - gdzie pod groźbą życia lub śmierci, musiałam wyrazić zgodę na to, by zostać jego żoną! Jak można się domyśleć, poszłam na ten układ! Pięć miesięcy później stałam z NIM na ślubnym kobiercu, ku zdziwieniu wszystkich i Nas samych również poniekąd... Decyzja o powiększeniu rodziny i wydaniu na świat potomstwa nie była już taka szybka i łatwa. Zeszło nam z nią 4 lata! Zawsze było COŚ - remont, praca, mało satysfakcjonująca praca, nie ten czas, nie ta godzina, zmiana mieszkania, kredyt. Ja sama nie czułam się również jakoś specjalnie gotowa na takie wyzwania, pomimo, że nie miałam już 18 lat. Bardziej zdecydowany w tej kwestii był mój mąż. 

W kwietniu 2013 roku zaszłam w ciążę, dowiadując się o tym dopiero po ośmiu tygodniach... W tym czasie towarzyszyły mi najróżniejsze skrajne uczucia, od poczucia wielkiego strachu i niepewności do największej euforii tego świata! Samą ciążę poza cukrzycą przechodziłam doskonale, kochałam ten stan, z każdym dniem coraz to większa miłością otaczałam rosnącego pod sercem syna. Półtora miesiąca przed terminem porodu trafiłam do szpitala, tam już zostałam do rozwiązania. Miesiąc wcześniej, w pewien świąteczny, grudniowy wieczór przyszedł na świat Oliwier. Urodzony cesarskim cięciem, celem ratowania życia. Czas przetransportowania na salę operacyjną był chyba pierwszą chwilą prawdziwych, matczynych emocji, trosk, niepokoju i bezgranicznej miłości ponad wszystko... To chwila, kiedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie jak wielka odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i moment, który uświadomił mi, że nie tylko różowe przed nami. Pomijając już inne zdarzenia i okoliczności, zaraz po narodzinach Olisia świat zmienił się diametralnie! Nagle, nie wiadomo jak, wszystkie obawy zniknęły, z chwili na chwilę nie kontrolując tego, wiedziałam jak przewinąć moje dziecko, jak przystawić je do piersi i ułożyć do snu. Nie liczyło się nic innego. Maleńkie rączki i stópki zawładnęły Naszym światem! Wszystko (dosłownie wszystko) przybrało zupełnie inny kształt, a prawdziwe, wartościowe życie zaczęło się właśnie w tym momencie. Najprawdziwszą prawdą jest fakt, że te uczucia i emocje zrozumie tylko drugi rodzic... Tak jest niezmiennie do dziś!

Aga i Oli
fot. Album rodzinny

Czym jest dla mnie macierzyństwo???

Otóż macierzyństwo to najbardziej obszerne pojęcie z jakim przyszło mi się do tej pory zmierzyć! Nie da się go jednoznacznie i w zwięzły sposób go opisać... Moimi oczami macierzyństwo to wspaniała, niekończąca się przygoda! Dlaczego niekończąca? Ponieważ nie wyobrażam sobie żebym kiedykolwiek odcięła się całkowicie od mojego syna, od troski o niego, od radości jakie czekają go przez całe życie, od chwil ciężkich, wielkich zmian. Mam wrażenie, że dla matki pięćdziesięciolatek to też dziecko... Tak już jesteśmy skonstruowane. To czas największych wyzwań, trudnych decyzji, podejmowania ryzyka, największej odpowiedzialności we wszechświecie! Niewątpliwie to sprawdzian naszych umiejętności, cierpliwości, a także wytrwałości fizycznej... Każda mama wie, o co chodzi z tym ostatnim! Jednak przede wszystkim jest to czas nauki. Nauki samego siebie, nauki drugiego człowieka. Edukacja ta trwa niezmiennie tak długo, jak tylko dzieci są z nami. Sama w sobie odnalazłam dosłownie milion nieodkrytych wcześniej cech, zasobów, o których pewnie nie miałabym zielonego pojęcia gdyby nie Oliwier! Jego również uczę się każdego dnia i to jest najbardziej fascynujące w macierzyństwie!  Nowy dzień przynosi nową naukę, nowe doświadczenia, zaskoczenia, niekiedy również rozczarowania...  Przecież jak byłoby tylko super, szybko by się znudziło...?! Z dnia na dzień dowiadujesz się, że możliwe jest funkcjonowanie praktycznie bez snu, regenerujesz się z prędkością duracell, domowy obiad może poczekać trzy godziny, pięć dni a nawet tydzień, a uśmiech dziecka daje Ci milion razy większą satysfakcję niż zakup szpilek z ulubionego butiku jeszcze rok temu! 

Macierzyństwo to według mnie również największa próba dla związku, dla partnerów... To właśnie w tym czasie wychodzi cała prawda o tym, jak bardzo możecie na siebie liczyć, jak wiele jesteście w stanie poświęcić siebie, jak silne są nasze uczucia. Oczywistym jest, że bywa ciężko, nawet bardzo! Zmęczenie, huśtawki nastrojów, różne humory dziecka - to wszystko odbija się na obojgu, niekiedy bardzo silnie... Trzeba jednak wziąć głęboki oddech, zachować zimną krew i zdrowy rozsądek, czasami przymknąć oko, na niektóre poczynania partnerki czy partnera. To zaangażowanie i ciężka praca każdego dnia. Wcześniejsze priorytety, założenia, plany, wizje tracą nieco na wartości na rzecz malucha, który wywraca dotychczasowe życie do góry nogami! Nie ma co koloryzować, trzeba przyznać, że są momenty, kiedy masz ochotę rwać sobie włosy z głowy i chciałabyś uciec gdzie pieprz rośnie, jednak w moim mniemaniu nie zamieniłabym tego czasu na żaden inny, na żadne dzikie podróże i setki tysięcy dolarów! Bezcenne! Niezmiennie od 2,5 roku pragnę wycisnąć z niego jak najwięcej i ubolewam nad każdą uciekającą bezpowrotnie chwilą!

Czy coś bym zmieniła? Nic - kompletnie nic! Urodziłam Oliwiera mając 28 lat, niektórym koleżankom zdarzyło się zasugerować, że to dość późno jak na pierwsze dziecko... Co ja o tym myślę?! Otóż według mnie dla mojej osoby był to czas idealny! Nie byłabym tą samą, świadomą mamą mając te 20 czy 23 lata... Każdy dorasta do macierzyństwa indywidualnie, ja w tamtym czasie wolałam się ,,bawić", uczyć, przede wszystkim dorosnąć... Wiem, że w tamtym czasie nie przeżywałabym bycia mamą w tak cudowny i wyjątkowy sposób jak obecnie. Być może nawet nie dawałbym tyle z siebie jak dotychczas, nie kochałabym tak dojrzale... Mój mąż zapewne też w owym czasie nie byłby takim ,,tatą bohaterem". Na wszystko jest swój czas i swoje miejsce...

***

Zatem kim jestem?! Jestem Agnieszka. Jestem przede wszystkim mamą całym serce, całą duszą, jeszcze do niedawna na pełnym etacie, wysokich obrotach. Dziś, niecierpliwie wyczekująca kolejnego Potomka. Lada moment przyjmę nową rolę - rolę mamy, anioła stróża, opiekunki, nauczycielki nie jednego a dwóch Supermenów! Kolejny, nowy etap macierzyństwa, na który czekam z otwartymi ramionami i wielkim zaciekawieniem! Jeśli chcecie wiedzieć więcej o nas, naszych perypetiach i zmaganiach zapraszamy serdecznie na bloga ladymamma.pl. Tam zdecydowanie więcej tego typu historii!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...