czwartek, 25 lutego 2016

Katarzyna Grysiewicz z Emaliowany Czajnik

Pamiętacie kampanię „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”? Wywołała ona niemałą dyskusję w mediach społecznościowych. Główna bohaterka to kobieta, która swoje ambicje i plany zawodowe oraz realizację marzeń przekłada ponad macierzyństwo. Niestety kiedy osiąga wszystko to, do czego przez tyle lat dążyła, okazuje się, że na posiadanie dziecka jest już za późno. Został piękny dom z dużym tarasem oraz wspomnienia z podróży do Tokyo. Nie ma jednak z kim się tym podzielić. Wśród wielu moich znajomych kampania wywołała oburzenie. Mnie jednak wzruszyła i dała do myślenia, ponieważ w bohaterce widziałam cząstkę siebie. 

Praca od zawsze była dla mnie ważna, zresztą jakże mogłoby być inaczej, skoro jestem (a właściwie do niedawna byłam) aktywna zawodowo już ponad dziesięć lat – to jedna trzecia mojego życia! Nigdy nie przywiązywałam się do konkretnych miejsc i w ciągu dekady pracowałam w sześciu różnych firmach. Dużo? Mało? Nie czas i miejsce na dyskusję o tym. Ja jednak wiedziałam, że chcąc się rozwijać muszę znaleźć takie zajęcie, które mi to umożliwi. Bo właśnie nie praca sama w sobie, a rozwój były dla mnie najważniejsze. Szukałam takiego miejsca, do którego każdego dnia będę przychodzić przekonana, że dzisiaj dokonam rzeczy wielkich. I wiecie co? Udało mi się to. 

Kasia
fot. R.A.G.

sobota, 20 lutego 2016

Gorszy dzień

Gorszy dzień. Masz taki czasem? Budzisz się rano i odechciewa Ci się żyć. Budzisz się, bynajmniej nie dlatego że masz taką ochotę, ale dlatego, że ktoś włożył Ci palec do oka albo awanturuje się, że telewizor jest wyłączony, a przecież siódma rano to doskonała pora na bajki. Nie inaczej, to doskonała pora na bajki - właśnie tym bajkom matki zawdzięczają dodatkowe kwadranse drzemki. Wstajesz, bo musisz.

W ten dzień często boli głowa. Kojarzysz obrazek o błękitnej krwi i bólu głowy? To nie migrena. Migrenę to ma królowa angielska, a Ciebie po prostu łeb napier***a. Zastanawiasz się czy gdybyś wstała wcześniej to można by było tego uniknąć. Pewnie tak, tylko po co wstawać wcześniej... i tak przed Tobą cały dzień. No, bo właściwie, która matka wstaje szybciej niż dziecko, tj. szybciej niż musi... Wiem, podobno istnieją takie matki. Jakby były wątpliwości - ja do nich nie należę. Zostało ustalone, że nie ma co wstawać wcześniej. Łeb pęka. Najchętniej rzuciłabyś na głowę poduszkę, potem kołdrę i nie wstawała. Nigdy. Kawa nieco ratuje sytuację. Najlepiej pita z wiadra, nie ma co rozdrabniać się na filiżanki. Już wiesz, że wszystko będzie dziś szło jak k***ie w deszcz. Tak rozpoczyna się codzienna rutyna. Kto ma dzieci, ten dobrze zna słowo rutyna. Wiecie, nie zawsze jest tak monotonnie jak mogłoby się wydawać, bo czasem zdarza się, że dziecko znienacka uleje na matczyny, świeżo zdjęty z linki dres, ale to wątpliwa atrakcja. Poza tym zawsze to samo pytanie: Co na śniadanie? - jajko nie, kanapka nie, parówka nie, płatki owszem. Dwa na sucho, z mlekiem trzy łyżeczki. Po śniadaniu...  W końcu przestajesz się tym przejmować. Sama zjadasz wszystko. Szczęśliwsza nie będziesz, to przynajmniej najedzona.

czwartek, 18 lutego 2016

Monika Meliani z Mama Notuje

Moje macierzyństwo, chociaż chciane i planowane, rozpoczęło się w momencie, który niektórzy określiliby jako co najmniej nieodpowiedni. Po kilku miesiącach starania się o dziecko stwierdziliśmy, że nie ma co nakładać na siebie presji. Niedługo się uda, byliśmy o tym przekonani, a tymczasem może spełnijmy nasze marzenia o podróżowaniu jak włóczykij i obieżyświat, nie turysta. Pozbądźmy się zobowiązań i zmartwień i żyjmy chwilą. Więc zrezygnowaliśmy z wynajmowanego mieszkania, wszystkie meble, ubrania, książki, płyty i sprzęt domowy rozdaliśmy albo sprzedaliśmy. Cały nasz dobytek znajdował się w plecakach. Ja nie pracowałam, mój Luby się zwolnił - jak być wolnym, to kompletnie. Mieliśmy trochę oszczędności, a przecież czynszu i rachunków mieliśmy przez jakiś czas nie płacić, więc na jedzenie wystarczy. 

Wyruszyliśmy w podróż.


czwartek, 11 lutego 2016

Karolina Zalewska z Mamaszka

Macierzyństwo to początek mnie.     

Nazywam się Karolina. Dwa tygodnie temu skończyłam 22 lata, a jestem mamą już blisko pół roku. Nie jestem wyjątkowo młodą matką. Mimo to, społeczeństwo wcale nie reaguje najlepiej, widząc mnie pchającą wózek. Dlaczego?

Wyglądam na mniej więcej tyle samo lat, ile mam. Jestem pomiędzy wiekiem, kiedy można nazwać dziewczynę z dzieckiem „gówniarą, która wpadła” a tym, który odbierany jest za właściwy na zakładanie rodziny. Kiedy mówię, że jestem mamą z wyboru, że świadomie wybrałam wczesne macierzyństwo – ludzie reagują niedowierzaniem albo litością. Szczerze mówiąc, nie wiem, która reakcja jest gorsza...

Henio
Fot. Beata Bałchan

niedziela, 7 lutego 2016

17. miesiąc z życia Tadzia

Siedemnasty miesiąc za nami, ale ten czas szybko leci... ledwo co pisałam, że Tadeusz nie jest już bobasem, a prawdziwy z niego chłopiec, tymczasem ten chłopiec rośnie jak na drożdżach, zmienia się każdego dnia i stale nas zaskakuje. Naprawdę ze wszystkich pięknych rzeczy na świecie, obserwowanie rozwoju małego człowieka jest najpiękniejsze. Pojmujecie, jak można tak szybko uczyć się nowych rzeczy i z taką łapczywością poznawać świat? Ja nie. Cały czas jestem pełna podziwu dla mojego syna. Mojego małego człowieka, za którym nie sposób już nadążyć. A będzie jeszcze trudniej, zdaję sobie z tego sprawę. Nie mniej jednak, niesamowita jest dziecięca ciekawość świata, chęć do życia, wrażliwość, sposób w jaki dzieci przeżywają i postrzegają każdą najdrobniejszą rzecz. My, dorośli, już tego nie mamy...
W tym miesiącu nie będę mówiła Wam o tym co Tadeusz robi, a czego nie... robi wiele, a wiele nie robi. Jak to w wieku siedemnastu miesięcy bywa. Nie mówi, ani nie sika na nocnik. Za to kiedy nie patrzymy, wchodzi na poręcz fotela i zapala światło w pokoju (o zgrozo!) albo usiłuje jeździć auto-pchaczem po ławie (o zgrozo, o zgrozo!) - także nie ma co opowiadać, nuda, monotonia i rutyna.

czwartek, 4 lutego 2016

Joanna Misiak-Piotrowska z Krzywa Prosta

Drugie dziecko to była z rozmysłem podjęta decyzja. W zasadzie wraz z mężem planowaliśmy przyjście na świat drugiego potomka, gdy pierworodny skończy dwa lata. Niestety moje problemy zdrowotne uniemożliwiły nam realizację tego pragnienia. Dopiero z rocznym poślizgiem udało się nam zrealizować plany i w listopadzie na świat przyszedł Filip. Bardzo obawiałam się podwójnego macierzyństwa. Bałam się, że po prostu mnie to przerośnie. Szybko okazało się, że bałam się zupełnie niepotrzebnie. Zaskoczyło mnie wiele, ale najbardziej zaskoczyłam ja siebie samą. To drugie macierzyństwo okazało się tak diametralnie inne niż pierwsze... to ja nie byłam już tą samą młodą mamą...

Janek
Fot. Joanna Misiak-Piotrowska