piątek, 29 kwietnia 2016

Rodzicielstwo bliskości

Żyjemy w czasach, w których bardzo mało ufamy sobie samym, własnemu instynktowi czy intuicji. Chcemy wszystko sprawdzić, potrzebujemy namacalnych dowodów, opinii ekspertów albo przynajmniej kogoś, kto miał podobnie. Próbujemy ustalać ramy i granice, wszystkiemu. Szukamy konkretnych sposobów na wychowanie, chcemy robić wszystko książkowo, zgodnie z jakimś schematem. Próbujemy wszystko nazwać, dopasować do tego co przeczytaliśmy w książce, wpasować w ramę. Chcemy wpisywać się w konkretny schemat - eko, rodzicielstwo bliskości, bezstresowe wychowanie... Generalnie dobrze, że nauka się rozwija. Wielu rzeczy możemy dowiedzieć się wcześniej, niż doświadczając tego na własnej skórze. Dobrze, że ktoś to zaobserwował, zbadał, opisał... i mamy punkt odniesienia. Jednak nie jest dobrze podążać za czymś ślepo, wierzyć, że jeśli przyjęliśmy jakiś styl życia to nie możemy pozwolić sobie na jakiekolwiek odstępstwa od reguły. Nie jest dobrze, kiedy zamiast ufać sobie, chcemy wpisać się w schemat i dopasować się do tego, co wyczytaliśmy. Każde niepowodzenie - odstępstwo jest wtedy ciosem, czujemy zawód, bo nie spełniliśmy założeń. Założeń, które sami sobie kazaliśmy spełniać, bo tak będzie najlepiej. Najlepiej, ale dla kogo? Przecież nie dla nas, skoro robimy na siłę coś, co nam nie odpowiada.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Ania z Mama na uczelni

Jestem rodzicem prawie od dwóch lat. Kiedy ten czas minął? Od sześciu tygodni jestem mamą dwójki dzieci - dwudziestomiesięcznego chłopca i półtoramiesięcznej dziewczynki. 

Cała ta historia zaczyna się od momentu spełnienia jednego z moich największych marzeń! Będąc na drugim roku studiów wyszłam za mąż. Niedługo po ślubie okazało się, że jestem w ciąży! Nie spodziewałam się, że spełni się tyle marzeń jednocześnie! Oczywiście wyobrażałam sobie, że przez całą ciąże będę kontynuowała swoje studia chodząc na wszystkie zajęcia laboratoryjne i wykłady jak to miałam w zwyczaju. Jak się pewnie spodziewacie, nic z tego nie wyszło. Szybko okazało się, że ciąża przebiega nie do końca prawidłowo i muszę zrezygnować ze swoich założeń. Nie spodziewałam się w ogóle takiego obrotu wydarzeń, no bo przecież jestem młoda, dopiero na drugim roku studiów licencjackich. Ciąża ze względu na mój wiek miała być bezproblemowa. Wtedy zaszła w moim życiu ogromna zmiana, zwolniłam tempo dnia. Nie miałam wyboru, musiałam zrezygnować z zajęć, z kół naukowych (zostawiłam sobie już tylko jedno), z codziennego biegania aby załatwić pewne sprawy. Było to dla mnie niezwykle ciężkie, ale nagle musiałam zrezygnować z rzeczy, które były moim oczkiem w głowie ze względu na to co nosiłam pod swoim sercem. Śmiało mogę napisać, że nie spodziewałam się wtedy zmian, które nadeszły później. Nie spodziewałam się porodu, który zakończył się cesarką, nie spodziewałam się tego, że tyle będzie trwał i tego co mnie czeka. Całość tych zmian zachodziła w zawrotnym tempie. Ale każda zmiana była przyjmowana przez nas (męża i mnie) z radością - najwyraźniej tak już miało być! Gdy pojawił się nasz pierwszy Maluch byliśmy niezwykle szczęśliwi! Urodził się w terminie (chociaż było ryzyko, że pojawi się o wiele za wcześnie)! Zdrowy! I się uśmiechał !

Fot. Album rodzinny

czwartek, 21 kwietnia 2016

Karolina Rachfał

Od gimnazjum wiedziałam, że chcę mieć dom, psa, ogródek i dużą rodzinę… W liceum powiedziałam sobie, że do 25 roku życia będę miała już męża i przynajmniej jedno dziecko. 

Żoną zostałam w 2014 roku – zanim skończyłam 25 lat, natomiast upragnione dwie kreski zobaczyłam pod koniec lutego 2015 – popłakałam się ze szczęścia! Mimo, iż staraliśmy się tak naprawdę przez bardzo krótki czas to każda nieudana próba wywoływała we mnie ogromne fale smutku. Na szczęście się udało. Ciążę wspominam dobrze, aczkolwiek już teraz wiemy, że z następnym Maleństwem postaramy się, żeby rodziło się na wiosnę lub wczesne lato…

macierzyństwo
Karolina i Mieszko
fot. Album rodzinny

wtorek, 19 kwietnia 2016

Tadek Niejadek

dziecko nie chce jeść
Zawsze wiedziałam, że gdyby moje dziecko jadło posiłek godzinę albo trzy to moja cierpliwość skończyłaby się po kilkunastu minutach tego dłubania w talerzu. Nie myliłam się. Zostałam mamą i irytuje mnie siedzenie nad talerzem na siłę, bo to nic dobrego nie wnosi w życie, ani dziecka, ani moje. Rozumiem oczywiście, że przekładanie szynki z jednego brzegu talerza na drugi jest ważne, a lizanie każdego plasterka ogórka równie istotne. Jednak jeśli dziecko nie chce jeść to nie chce, trzeba to zrozumieć. Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że dziecko to niejadek i gdyby nie kazać mu siedzieć nad talerzem, póki nie zje np. chociaż pół bułki albo chociaż część mięsa, to nie jadłoby wcale. Nie chcę się spierać, bo być może właśnie tak by było. Rzecz w tym, że dziecko to istota, chociaż bez doświadczenia życiowego, rozumna. Jestem przekonana, że skoro dziecko czuje, że na przykład jest mu zimno, coś je boli czy chce mu się siku to wie również czy jest głodne, czy nie. Dlaczego więc rodzice często wychodzą z założenia, że o podstawowych potrzebach dzieci wiedzą więcej niż one same? Dlaczego uważają, że wciśnięta na siłę porcja jedzenia to właśnie stosowna ilość, którą mały człowiek powinien zjeść? Dlaczego nie ufają dzieciom?

czwartek, 14 kwietnia 2016

Marta Sobczyk-Ziębińska z Dzieciorka

Macierzyństwo zmienia kobietę, bez dwóch zdań. Może nie zawsze w takim samym stopniu, pewnie dużo zależy od osobowości i spojrzenia na świat. Moje macierzyństwo jest zaprzeczeniem mnie, choćby tej sprzed 5 lat. Jakie było moje podejście do bycia matką, jak wygląda teraz? Krótko mówiąc – dwa bieguny. Zapraszam na moją historię.

W czasach, kiedy posiadanie dziecka było tylko luźny planem, daleką przyszłością, celem na później wydawało mi się, ba, byłam pewna, że aby być dobrą matką trzeba trzymać dziecko twardą ręką. Kiedy jakieś znajome dziecko było niegrzeczne, myślałam zawsze „gdyby było moje, dostałoby po tyłku i to tak, że przez tydzień by nie siadło”. Tak, właśnie tak sobie myślałam. W głowie zakodowany miałam system wychowywania według zasady: dzieci i ryby głosu nie mają. Później wzięłam ślub, postanowiłam zajść w ciążę i nagle świat zaczął dziwnie wirować...

Marta i Rozalia
fot. Ewa Nowak

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Drugie dziecko

planowanie ciąży
Decyzja o drugim dziecku jest szalona. Przy pierwszym, bez względu na to czy długo go wyczekujesz, mniej lub bardziej planujesz to kiedy przyjdzie na świat, znajdujesz się w zupełnie nowej sytuacji, w której trzeba będzie się jakoś odnaleźć. Nie wiesz co Cię czeka, nawet jeśli wydaje Ci się, że jest zupełnie inaczej. Nieważne ile masz lat, dwadzieścia czy trzydzieści trzy - czeka Cię nieznane, wszystkiego trzeba będzie się nauczyć. I pieprzyć instynkt, jesteś zielona. Nie wiesz jak zniesiesz ciążę, jak przebiegnie poród, ani jak to będzie żyć z dzieckiem. Ciocie "dobra rada" opowiedzą Ci jak to było w ich przypadku, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo Twój przypadek będzie jeszcze inny. Pierwsza ciąża to wielka niewiadoma. Debiutowanie w roli mamy to odkrywanie, nauka. poznawanie. Nawet jeśli wydaje Ci się, że jesteś doskonale przygotowana na poranne mdłości czy zgagę, a potem na każdą ewentualność i żaden ząb, trzydniówka czy kupa nie są w stanie Cię zaskoczyć to możesz się zdziwić. Życie prędzej czy później to zweryfikuje. 

czwartek, 7 kwietnia 2016

Paulina Napierała

Od bardzo dawna moim marzeniem było zostać mamą. Studiując edukację wczesnoszkolną pracowałam, jako niania małych dzieci. Moim podopiecznym oddawałam całe swoje serce i nie wyobrażałam sobie siebie w innej pracy. Kiedy dowiedziałam się o ciąży, na którą tak czekałam cieszyłam się jak dziecko. Pierwszymi osobami, które się o tym dowiedziały były właśnie dzieci, którymi się opiekowałam. Co wtedy poczułam? Z jednej strony ogromną radość, że będziemy mieli brzdąca, na którego tak czekaliśmy, a z drugiej byłam lekko przerażona, bo nadszedł też czas rozstania z Emilką i Leosiem oraz zmiana dotychczasowego życia. Z wielkiego miasta przeniosłam się na wieś i musiałam nauczyć się żyć inaczej niż dotychczas.

Paulina i Rozalia
fot. Album rodzinny

19. miesiąc z życia Tadzia

Dziewiętnasty miesiąc życia dziecka to czas, w którym na nadal, na każdym kroku czeka wiele pozytywnych zaskoczeń, a jednocześnie jest jakoś tak stabilnie. Pewnie związane jest to z tym, że przez ostatnie półtora roku mieliśmy okazję poznać dziecko. Komunikacja przebiega coraz pomyślniej, nawet jeśli odbywa się bez słów. Poza tym stabilność może wynikać też z przyzwyczajenia do pewnych rzeczy, zaakceptowania ich i czasem wrzucenia na luz, bo nie można dać się zwariować.