czwartek, 30 czerwca 2016

Agnieszka Maszkiewicz z Lady Mamma

MAMA to JA, JA to MAMA... To najtrafniejsze określenie ogółu mojej szarej eminencji! Dokładnie od 2,5 roku pełnię najważniejszą, życiową funkcję w świecie! Zakochana, zaczarowana, zauroczona, zapatrzona w swojego syna - Oliwiera niczym w obrazek rodzicielka! Starająca się za wszelką cenę zachować balans między tym co w życiu istotne, wartościowe i cenne.

Agnieszka i Oliwier
fot. Album rodzinny

Jak się to wszystko zaczęło???

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Czy rozmawiać z dziećmi o śmierci?

 - No, bo jak wyjaśnisz dziecku czym jest cmentarz? - zagadnął Tata Tadeusza, kiedy szliśmy w trójkę szukając nagrobka, na którym chcieliśmy zapalić znicz. Na cmentarzu byliśmy z synem nie raz, początkowo przesypiał spacery nie interesując się otoczeniem, a później wąchał chryzantemy i próbował zdmuchiwać ogień w zniczach, które prawdopodobnie kojarzyły mu się z urodzinowymi świeczkami. Trudno mu się dziwić, w końcu jest dzieckiem. Nawet teraz nie zadaje pytań, ale ja czuję potrzebę udzielania odpowiedzi. Nie po to żeby budzić negatywne emocje czy próbować wyjaśniać pojęcia totalnie abstrakcyjne na tym etapie rozwoju, ale po to żeby oswajać i uczyć. Niektórzy starają się nie rozmawiać o trudnych sprawach, chcąc zaoszczędzić dzieciom traumatycznych przeżyć - jednak prędzej czy później świat przestanie być idealny, a życie okaże się nieco bardziej brutalne.

Moim zdaniem - trzeba rozmawiać. Rzekomo nie należy rozmawiać o śmierci z dziećmi, które same nie wykazują zainteresowania tematem. A jednak temat ten jest obecny w codziennym życiu, chociażby pokątnie, ciężko go unikać - Pan Jezus został ukrzyżowany i zmarł, mama kopciuszka również opuściła dziewczynkę, gdy ta była jeszcze mała, podobnie może umrzeć przyjaciółka mamy czy kolega taty, a później babcia czy dziadek. Moim zdaniem dużo łatwiej wdrożyć samo pojęcie śmierci, kiedy nie dotyczy ono nikogo bliskiego, żeby ostatecznie było znane, gdy przyjdzie taka potrzeba. Oczywiście stosownie do wieku. Jasne, że temat śmierci można próbować wyeliminować z codziennego życia, na przykład mówiąc dziecku, że mama kopciuszka wyjechała na wczasy i nigdy nie wróci, stąd zła macocha. Jednak podobne kłamstwo może nie sprawdzić się w przypadku bliskiej osoby, której strata dla dziecka będzie rzeczywiście odczuwalna. A nie ma co się oszukiwać - śmierć jest nieodłącznym elementem życia. Rozmowy o śmierci nie są proste chociażby ze względu na fakt, że należy posługiwać się odpowiednim słownictwem - można powiedzieć, że ktoś usnął na zawsze, jednak jakby nie było sen jest stanem przejściowym i można się obudzić, śmierć jest stanem nieodwracalnym. Można mówić dziecku, że ktoś obudzi się w lepszym świecie - tylko do cholery, gdzie jest ten lepszy świat? I skoro istnieje to dlaczego nas tam nie ma? Łatwiej już chyba wyobrazić sobie, że ktoś poszedł do nieba, chociaż wątpię, żeby dla dziecka to rzeczywiście było łatwiejsze. Moim zdaniem podstawowa odpowiedź jest taka, że kiedyś żyli z nami ludzie, których już nie ma, a cmentarz jest miejscem, na którym są pomniki na ich pamiątkę - prawdopodobnie małemu człowiekowi taka odpowiedź wystarczy, a na rozmowę ze starszakiem będzie można się przygotować.

czwartek, 23 czerwca 2016

Asia Perzanowska z Matka w kratkę

Czym jest dla mnie macierzyństwo - od „nie lubię dzieci” do bloga dla mam

Do macierzyństwa długo dojrzewałam. Nigdy nie należałam do kobiet, które marzyły o dzieciach, które lubiły je do tego stopnia, że zajmowały się cudzymi dziećmi, rozczulały na ulicy nad wózkami i brzuchami. Wręcz przeciwnie. Dzieci unikałam.

Moje wczesne wyobrażenie o macierzyństwie

Owszem chciałam mieć dzieci – idealnie dwójkę, idealnie chłopca i dziewczynkę, idealnie chłopca pierwszego córkę drugą, idealnie ...  W przyszłości. Kiedyś, kiedy dorosnę. Potem „kiedy dorosnę” zamieniło się w „po trzydziestce”. Tu przemówiły do mnie wyniki badań wskazujące na zwiększone ryzyko chorób genetycznych z wiekiem matki. Czas leciał i tylko moja babcia w każde święta pytała o wnuki.

Najstarsza i mama
fot. Album rodzinny

Dajmy ojcom święty spokój

W związku z dniem taty, dużo głośniej niż w innych dniach mówi się o ojcach superbohatrach, a nie... nie mówi się o ojcach, bo zgodnie z hasłem królującym w internetach: Ojcem może być każdy, ale tylko ktoś wyjątkowy może być tatą. Wobec tego mówi się o tatusiach - superbohaterach, którzy angażują się w życie rodzinne bardziej niż za czasów naszych dziadów i pradziadów. O tych, którzy pomagają mamom i spędzają czas z dziećmi - w zeszłym roku sama pisałam o tym, że tata jest niezastąpiony. Nadal podpisuję się pod tym rękoma i nogami. Wkurza mnie wynoszenie ojców na piedestały za robienie tego, co należy do ich obowiązku. A jednocześnie wkurza mnie, że na mężczyzn ciągle się narzeka, ojców krytykuje na każdym kroku. Z wybranków życia, facetów do zadań specjalnych robi się sierotki, które mają dwie lewe ręce. Nieważne czy to za sprawą równouprawnienia płciowego czy wynika z potrzeby serca. Ważne, żeby ojcowie byli zaangażowani w życie swoich dzieci, chociaż nic nie zrobią tak samo jak mama, bo wszystko zrobią jak tata. Ważne, żeby dzieci były szczęśliwe. Ważne, żeby kobiety zmieniły swój tok myślenia.

czwartek, 16 czerwca 2016

Dorota Alchimowicz

Macierzyństwo dla mnie to Oskar, Bartek i Marta. W tych trzech imionach zaczyna się i kończy mój świat. Jestem mamą na trzech etatach. Jestem też oczywiście córką, siostrą, żoną i koleżanką. Jednak od dobrych 15 lat mój świat kręci się wokół kolejnych małolatów przychodzących na świat i dorastających w naszej rodzince. Początek mojej macierzyńskiej drogi był bardzo ambitny i planowany z rozmachem. Praca do siódmego miesiąca ciąży, potem miał być krótki urlop macierzyński i… tu życie zweryfikowało moje podejście do bycia mamą. Kiedy na świecie pojawił się Oskar, przepadłam!
 
Dorota, Marta, Oskar i Bartek
fot. Album rodzinny

środa, 15 czerwca 2016

Dziecko z gołym tyłkiem

Dorośli pytają: dziecko na plaży nago czy ubrane? Mnie zastanawia skąd w ogóle to pytanie, które właściwie mogłoby nie istnieć - dorośli nie chodzą po plaży nago, więc analogicznie, dzieci również powinny być ubrane. Pomijając plaże nudystów - tam wszyscy chodzą nago i nikt nie pyta o to, kto powinien się ubrać. Jednak skoro dyskusje wokół tematu się toczą, a rodzice spierają się ze sobą i argumentów nie brakuje żadnej ze stron konfliktu, to odpowiedź na pytanie nie jest taka oczywista. Nie jestem w stanie do końca tego zrozumieć. Jestem zwolenniczką ubierania dzieci na plaży, żeby było jasne... chociaż wolę powiedzieć, że jestem za tym, by uczyć dzieci od najmłodszych lat tego, że istnieją pewne społeczne normy, wśród nich taka, że nie obnażamy się w miejscach publicznych. A plaża niewątpliwie takim miejscem jest, koniec i kropka. Wystarczy ubrać stosowny strój - strój kąpielowy, spodenki czy pampersa, jeśli dziecko go potrzebuje. Nie wiem czy przemówi do Ciebie kwestia higieny czy wygody, zrozumienia dla innych plażowiczów, którzy mogą nie mieć ochoty oglądać cudzego gołego tyłka czy może chęć ochronienia dziecka przed wzrokiem pedofila. Nie obchodzi mnie, który z argumentów wybierzesz, tylko ubierz dziecku majtki.

Problem nagości dzieci nie kończy się na plaży. Istnieje również w innych miejscach przestrzeni publicznej, na przykład kiedy dziecko chce się kąpać w miejskiej fontannie, a mama rozbiera je do rosołu. Pomijam fakt, że woda chlorowana śmierdzi z daleka, że zakaz kąpieli jak byk, na tabliczce obok. Gołe dziecko w centrum miasta. Moim faworytem jest jednak "wysadzanie" dziecka w miejscu publicznym. Mam świadomość tego, że jeśli dziecko mówi, że chce mu się siku to zazwyczaj już prawie leci mu po nogach i nie ma za dużo czasu na szukanie toalety (chociaż jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, więc co ja tam mogę wiedzieć...) A jeśli nie ma w okolicy szalet miejskich, ani sklepu czy instytucji, w której można by skorzystać z łazienki - nie ma wyjścia, trzeba szukać krzaczków. I nie wiem czy ludziom trzeba by zdefiniować czym jest krzak czy problem tkwi gdzie indziej, ale sama byłam świadkiem jak mama wysadzała około trzyletnią dziewczynkę na pasie zieleni przy głównej ulicy, chociaż metr dalej był parking a przy nim wysokie krzaki, za którymi śmiało można było załatwić potrzebę dyskretnie. Czy naprawdę nie można było zrobić trzech kroków więcej, żeby nie świecić dziecięcym tyłkiem w centrum miasta? W końcu trzylatek naprawdę pojmuje co się wokół niego dzieje i można mu wpajać podstawowe informacje o świecie, na przykład taką, że miejsc intymnych przechodniom nie pokazujemy.

czwartek, 9 czerwca 2016

Paulina Kupczyk

Macierzyństwo z całkiem innej perspektywy. Z perspektywy kobiety, córki, starszej i młodszej siostry. Z perspektywy jeszcze nie mamy, ale doskonałego obserwatora własnych rodziców. 

Gdy któregoś wiosennego dnia rodzice powiedzieli mi i mojemu rodzeństwu o tym, że będzie nas więcej nie mogłam w to uwierzyć. Serce zaczęło mi mocniej bić, a usta nie chciały się zamknąć. Zawsze marzyłam, aby mieć jeszcze młodsze rodzeństwo. Mama miała 42 lata, gdy na świat przyszedł Maciej. Mój brat, najmłodszy w rodzinie. Ciąża przebiegała bez większych komplikacji. Maciej urodził się cały i zdrowy. Mama także czuła się dobrze po porodzie. Mama z Maciejem wróciła po 3 dniach w szpitalu do domu. Dzień, w którym zobaczyłam brata po raz pierwszy zostanie na dłuuuugo w mojej pamięci!

Paulina i Maciek
fot. selfie

wtorek, 7 czerwca 2016

21. miesiąc z życia Tadzia


Dwudziesty pierwszy miesiąc skończony, dacie wiarę? To miesiąc, w którym podejmujemy próbę samodzielnego spania w swoim pokoju, w dużym łóżku. Jeśli chodzi o efekty to muszę przyznać, że bywa różnie - jedna noc w całości u siebie, inna tylko do pierwszej pobudki. Tadeusz jest już duży i ma świadomość, że chcemy go wygonić z naszego łóżka, więc dzielnie stawia opór. Poza tym, póki jest karmiony piersią, nie liczę na zadowalające efekty, bo nawet nie śmiem oczekiwać przespanej nocy. Poza tym podejmujemy się nauki korzystania z nocnika, tak na dobre. Jestem pełna obaw, ale widząc jak inne umiejętności mój syn zdobywa ekspresowo to mam nadzieję, że również z nocnikiem nie będzie problemów. Majtek mamy zapas, mopa w gotowości również, każdy z nas musiał kiedyś przekonać się do nocnika, więc i na Tadeusza przyszła pora! Niebieski nocnik z kaczuszką czy innym cudem czeka...

czwartek, 2 czerwca 2016

Martyna Górczyńska z MartynaG.pl

Pamiętam ten dzień, w którym podjęliśmy decyzję o staraniach. Dziecko. Tego pragnęliśmy. Tuż po ślubie uzmysłowiliśmy sobie jedno: rodzina to nie mąż i żona... brakuje jednego spójnego elementu. Elementu, który będzie jak cel, w kierunku którego będziemy oboje patrzeć. Będzie jak spoiwo dwóch charakterów i idealne ich dopełnienie! Dziecko... malutka istota, która pochłonie naszą każdą myśl. 

Niedługo czekaliśmy na ten cud. Już po kilku tygodniach byłam w ciąży. Szczęśliwa. Jak nigdy dotąd! Z bijącym malutkim sercem tuż pod moim. Mimo problemów dotrwaliśmy do najpiękniejszego w naszym życiu momentu - porodu. Świat zwariował! Stanął na głowie! Tego szczęścia nie da się opisać! Nagle nic nie miało znaczenia - tylko ON! Nasz Syn. 

Pamiętam ten moment, w którym położono mi go na piersi. Poczułam to! Jestem matką. Jesteśmy rodzicami. Jesteśmy odpowiedzialni za nowe życie. Całkowicie bezbronne życie, które pochłonie masę cierpliwości, pozwoli na doświadczenie bezsenności i bezsilności. 

Rodzina w komplecie
fot. album rodzinny