czwartek, 29 września 2016

Małgorzata z Mamachef

Mam na imię Małgorzata. Mamą zostałam cztery lata temu. Moja córeczka przyszła na świat na Lazurowym Wybrzeżu, w  szpitalu z pysznym jedzeniem (podobno w Polsce bywa z tym różnie) i pięknym widokiem za oknem. Kilka godzin po porodzie, leżąc z małym człowieczkiem u boku i mężem drzemiącym na skraju łóżka, patrzyłam na palmy falujące za oknem i wiedziałam, że zaczynając nowe życie w takim miejscu wszystko musi udać.

Przyznaję, że z momentem narodzin dziecka poczułam ulgę, że ciąża i związane z nią niedogodności są już za mną. Sam poród też nie należał do przyjemności, dlatego cieszyłam się, że Malutka jest już z nami. W końcu dokonałam najważniejszej rzeczy w moim dotychczasowym życiu! Tak czuję do tej pory! Niemożliwa do opisania jest więź, jaka rodzi się pomiędzy matką a dzieckiem. Teraz rozumiem wszystkie zbzikowane mamuśki na punkcie swoich dzieci, nadopiekuńcze wariatki, które poza dzieckiem nie widzą świata, zatroskane mamy. Jestem jedną z nich! Oczywiście celowo wyolbrzymiam, bo zdrowy rozsądek trzeba zachować i łeb na karku też się przydaje, szczególnie przy małym dziecku. Bezgraniczna miłość i kompletne oddanie. Sens macierzyństwa potrafi zrozumieć tylko matka. W innym wypadku jest to niepojęte.

Małgorzata i
fot. Album rodzinny

sobota, 24 września 2016

Zupa krem z dyni z pomidorami

Uwielbiam zupy. Uwielbiam je robić, ale przede wszystkim jeść. Zupa to idealne rozwiązanie na obiad, kiedy ma się dzieci, bo większa porcja zostanie na kolejny dzień i wystarczy tylko podgrzać, więc problem z głowy. To doskonała opcja, kiedy nie zawsze cała rodzina może zjeść obiad o jednej porze albo kiedy niejadek wydziwia i trzeba robić podejście do obiadu kilka razy, a nie chcemy żeby mały człowiek jadł zimny posiłek. Ogólnie zupy są super, pyszne, pożywne i stosunkowo nie wiele czasu potrzeba by je zrobić. Właściwie wszystko wrzucić do gara i zupa robi się sama. Rosół, pomidorową i kalafiorową mogłabym jeść na przemian, aż by mi wyszły uszami. Osobiście latem uwielbiam orzeźwiającą owocową, ale muszę jeść sama, bo ani Tadeusz ani Tata Tadeusza nie podzielają mojego entuzjazmu. Za to ogórkowa króluje równie często co trójka wyżej wspomnianych faworytów, a wraz z nią krupnik uwielbiany przez Tadka. No, ale do sedna... Najlepszą zupą jesienną, na którą czekam cały rok jest zupa dyniowa! Gęsta, rozgrzewająca i przepyszna! W tym roku postanowiłam zamknąć ją w słoikach na zimę, żeby dłużej móc cieszyć się jej smakiem, nawet po sezonie. Wersji zupy dyniowej istnieje wiele, właściwie sednem sprawy są przyprawy, których się używa, i które nadadzą kremowi konkretnego smaku, bo dynia sama w sobie jest stosunkowo mało wyrazista, chciałoby się rzec, że bez smaku.

czwartek, 22 września 2016

Agnieszka Fechner z Pani Matka

Macierzyństwo to dla mnie dopełnienie związku, to wynik miłości, kobiece spełnienie, a zarazem ciężka praca i największe wyzwanie wydobywające z nas nie tylko to co w nas dobre i piękne, ale też to co chowamy przed samymi sobą i resztą świata. 

Bycie we dwójkę po ślubie było dla nas niesamowicie pięknym czasem, ale po niecałym roku zaczęliśmy odczuwać pewien niedosyt. Czułam, że potrzebujemy czegoś więcej. Byłam na drugim roku studiów i racjonalne wydawało mi się poczekać z macierzyństwem.  Wierzę jednak głęboko, że jest Ktoś kto ma większy łeb od nas i naprawdę dobrze kieruje naszym życiem. Czasem niezgodnie z naszymi planami i oczekiwaniami, ale ZAWSZE z dobrym skutkiem. Tak też było tym razem.

fot. Pani Matka

piątek, 16 września 2016

Powidła śliwkowe

Zawsze z utęsknieniem czekam na lato, które daje możliwość noszenia zwiewnych kiecek, sandałów i narzekania na wysokie temperatury. Czekam na świeże owoce i warzywa, które kupię na pobliskim targu zamiast w markecie, i które smakują o niebo lepiej, niż kupione w każdej innej porze roku. A po potem, kiedy już nasycę się wszystkimi smakami, upałem, słońcem to uwielbiam koniec lata, ciepłe i słoneczne początki jesieni... kasztany i żołędzie spadające z drzew, a potem złote i szeleszczące pod stopami liście. Niższe temperatury, które zmuszają do ubrania miękkiego swetra i grubych rajstop do sukienki, uwielbiam jesienne ubrania! Uwielbiam chłodne poranki, rześkie powietrze, gorącą i rozgrzewającą herbatę z malinowym sokiem, a przede wszystkim uwielbiam jesienne jedzenie! Uwielbiam wyczekiwane przez cały rok dojrzałe śliwki, soczyste gruszki, słodkie kukurydze w kolbach i wielkie dynie, które świetnie nadają się na zupę krem, kompot, placki...

czwartek, 15 września 2016

Adriana Krynicka z Kosmetomama

Macierzyństwo to pomieszanie zmysłów i  uczuć. Z jednej strony cieszysz się, że maluch zaczyna chodzić, a z drugiej boisz się o niego, że zaraz zrobi sobie krzywdę. I tak do końca życia póki będziesz matką. I na tym już praktycznie mogłabym skończyć mój wpis na temat tego, czym jest dla mniej macierzyństwo, ale może opowiem trochę więcej o tym, jak to moje macierzyństwo wygląda w praktyce i jak to się stało, że mogę się tym macierzyństwem cieszyć.

Zaczynałam właśnie studia magisterskie. Miałam przerwę w nauce, ponieważ w kierunku kosmetologia wtedy były tylko studia licencjackie. Więc skończyłam licencjat a potem pracowałam 3 lata jako kosmetolog w salonie kosmetycznym. Po tym czasie pojawiła się możliwość podejścia do studiów drugiego stopnia. Więc złożyłam papiery. Studia się zaczęły.

Byłam już mężatką i miałam swoje cztery kąty. Któregoś dnia postanowiłam zapytać się męża czy nie che mieć już dziecka, bo ja już jestem gotowa. Wcześniej już o tym gadaliśmy. Pomyślałam, że jak każdy gada, „że staranie się o dziecko to długi proces”, to może zacznijmy już dziś, żeby nie tracić czasu, bo i tak trochę to potrwa przecież.

W komplecie
fot. Album rodzinny

środa, 7 września 2016

24. miesiąc życia Tadzia

Jeszcze ciągle zapach żelu pod prysznic w niebieskiej transparentnej butelce, kojarzy mi się z porodówką i pierwszym prysznicem wziętym na spokojnie dobę po urodzeniu syna. Co wieczór w wannie przywołuję te wspomnienia, które przerywa wbiegający znienacka do łazienki chłopiec, topiący w wodzie gumowe kaczki i pudełka po jogurcie, które pozwalają bez krzyku co wieczór spłukiwać pianę z jego delikatnych włosów. Wspominam z sentymentem szpitalne sale, kroplówkę odmierzającą czas do wyczekiwanych skurczów, niepokojący dźwięk zwiastujący zanik tętna, stres, pośpiech i szczęście, którego trzeba doświadczyć, bo opisać nie sposób... więc stale na sklepowych półkach szukam tego samego żelu pod prysznic, o tym samym zapachu, jakby ze strachu, że bez niego wszystko w pamięci się zatrze. Dopiero co blizna po cesarskim cięciu zbledła, a mój syn ma już dwa lata, skończone dwadzieścia cztery miesiące! Teoretycznie to nie wiele, ale kiedy pomyślę o wszystkich nowych dla nas doświadczeniach, o trudach, smutkach i uśmiechach przez łzy, o donośnym śmiechu, który rozpędza najciemniejsze chmury i upadkach, które motywują do tego by wstać i dalej zdobywać szczyty... to jednak wiem, że dwa lata dla naszej rodziny to szmat czasu. Szmat czasu dla małego człowieka, który codziennie uczy się życia! Każda matka to powie, więc i ja pozwolę sobie na stwierdzenie oczywiste i banalne, że na przestrzeni swojego (dwudziestotrzyletniego) życia nie przywołam w pamięci innych, piękniejszych dwóch lat, niż te, kiedy jestem mamą Tadeusza. Mamą najwspanialszego chłopca na świecie!

czwartek, 1 września 2016

Blanka Bednarkiewicz


Jako dzieci mamy wiele marzeń. Różne miewamy pomysły na to kim będziemy w przyszłości. Dziecięca fantazja nie musi być ani spójna, ani logiczna. Zdarza się czasem, że nasze plany wobec dorosłości potrafią wykluczać się wzajemnie. Tak również było i w moim przypadku.

W IV klasie podstawówki na lekcji historii, omawialiśmy temat, w który dość sensacyjnie wplątany był, jeden z bardziej przebiegłych papieży. Nieustępliwa pani historyk, widząc brak zaangażowania ze strony uczniów, zawsze starała się rozpalić naszą ciekawość opowiadając intrygujące opowieści krążące w okół tematu. Tego dnia muszę przyznać, iż udało się pani rozpalić nie tylko moją ciekawość, a wręcz obudzić we mnie fascynację. Opowieść o ukrytej w majestatycznych budynkach Watykanu komnacie, w której miała znajdować się elitarna, dostępna tylko dla urzędującego papieża, biblioteka, wywołała u mnie absolutną potrzebę posiadania wiedzy o lekturach jakie oczywiście, hipotetycznie, mogłyby się tam znajdować… Od tego dnia moje młode serce i skrzydlata wyobraźnia marzyły tylko o dwóch rzeczach: o zostaniu papieżem oraz zostaniu mamą. 

Blanka i Emma
fot. Album rodzinny