czwartek, 14 kwietnia 2016

Marta Sobczyk-Ziębińska z Dzieciorka

Macierzyństwo zmienia kobietę, bez dwóch zdań. Może nie zawsze w takim samym stopniu, pewnie dużo zależy od osobowości i spojrzenia na świat. Moje macierzyństwo jest zaprzeczeniem mnie, choćby tej sprzed 5 lat. Jakie było moje podejście do bycia matką, jak wygląda teraz? Krótko mówiąc – dwa bieguny. Zapraszam na moją historię.

W czasach, kiedy posiadanie dziecka było tylko luźny planem, daleką przyszłością, celem na później wydawało mi się, ba, byłam pewna, że aby być dobrą matką trzeba trzymać dziecko twardą ręką. Kiedy jakieś znajome dziecko było niegrzeczne, myślałam zawsze „gdyby było moje, dostałoby po tyłku i to tak, że przez tydzień by nie siadło”. Tak, właśnie tak sobie myślałam. W głowie zakodowany miałam system wychowywania według zasady: dzieci i ryby głosu nie mają. Później wzięłam ślub, postanowiłam zajść w ciążę i nagle świat zaczął dziwnie wirować...

Marta i Rozalia
fot. Ewa Nowak

Nie żebym od razu po zobaczeniu pozytywnego testu i USG wpadła w euforię. W tamtym momencie byłam przerażona, nie sądziłam, że uda mi się zajść w ciążę tak szybko. Pierwsze miesiące o ciąży wiedziałam tylko ja, Małżon i moja siostra. Później dowiedzieli się rodzice i babcie, ale to dopiero po 3 miesiącu. Nie było gadania o fasolce, ckliwych opowiastek o małych paluszkach widzianych na USG. Do dnia, w którym poznałam płeć ciąża była jakby poza mną. Dopiero kiedy usłyszałam, że to dziewczynka, mój świat zawirował. Wtedy wiedziałam jak dam jej na imię, wtedy poczułam to coś zwane instynktem, wtedy zaczęłam przeżywać ciążę inaczej.

W dniu, w którym Rozalia przyszła na świat coś w mojej głowie zmieniło położenie. Mogłam całymi dniami leżeć z nią i patrzeć jak śpi. Od samego początku Rozalka to kochane dziecko, przesypiała całe noce, po 10 godzin bez przerwy już mając 2 miesiące. Nie było mi dane zaznać niewyspania. Mimo cesarki przeprowadzanej na cito, w trosce o nasze bezpieczeństwo nie miałam kłopotów z karmieniem. Nasza mleczna przygoda trwała aż 9 miesięcy. Nawet ząbkowanie z perspektywy czasu nie było straszne. Rozala nie marudziła za wiele, po prostu dostawała gorączki na dwa-trzy dni przed pojawieniem się zęba. Szybko zaczęła chodzić (9 miesięcy), mając rok doskonale rozumiała wszystko co do niej mówimy. Gdzie okno, łóżko, prawa ręka i lewe ucho, a ja byłam z niej dumna, bo widziałam jak poświęcony czas procentuje.

Dziś Rozalia ma 3 lata (dokładnie za dwa miesiące), od roku chodzi do przedszkola, każdego dnia zaskakuje nas czymś nowym i zadziwia mądrością. Wiem, każda matka tak mówi, bo każda tak czuje, to zupełnie normalne. Przez te trzy lata do lamusa odeszło powiedzenie o dzieciach i rybach. Rozalia wariuje, testuje, sprawdza, poznaje – jak każde zdrowo rozwijające się dziecko. Czasami robi rzeczy, których nie powinna, a ja? Cóż, ja na przekór temu co znałam, siadam i po raz kolejny tłumaczę. Przez trzy lata nauczyłam się cierpliwości, szacunku do tej małej istoty. Zrozumiałam, że dzieci wiele rzeczy robią tylko dlatego, że poznają świat. I choć czasem muszę wziąć kilka głębokich wdechów, choć mam wrażenie, że wyjdę z siebie, to wiem, że Ru nie robi mi na złość. Ona po prostu się rozwija. 

Rozalia
fot. Ewa Nowak

Mam cudowną córkę, pracuję, wraz z mężem dzielimy się obowiązkami. Kiedy ja wychodzę do pracy, oni jeszcze śpią. Mąż zawozi Rozalię do przedszkola, ja odbieram chwilę po 14.00 i całe popołudnie spędzamy razem. Ten czas wykorzystujemy na bardzo różne rzeczy. Na zabawę, naukę, gotowanie czy sprzątanie. Rozalka pomaga mi we wszystkich czynnościach domowych. Dla niej to zabawa, a dla mnie szansa na spędzenie z nią czasu przy jednoczesnym wykonaniu własnych obowiązków. Mam nadzieję, że to na przyszłość zaprocentuje. Może ciężko uwierzyć, ale ona już wie gdzie w pralce jest miejsce na proszek, mąż ma z tym problemy. 

5 lat temu myślałam, że będę matką, która za każde najmniejsze przewinienie da klapsa. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Nigdy nie podniosłam ręki na moje dziecko, i nie pozwolę nikomu tego zrobić. Jeszcze 5 lat temu, byłabym zupełnie inną matką, cieszę się, że zostałam nią w odpowiednim momencie swojego życia. Musiałam dojrzeć do macierzyństwa, teraz wiem, że jestem w stanie zrobić to dobrze i w zgodzie ze sobą. 

***

Jestem Marta, mam 29 lat i wspaniałą córkę oraz męża. Zajmuję się domem, spełniam się zawodowo, piszę bloga, ale przede wszystkim staram się wychować dziecko najlepiej jak potrafię. To ona - córka jest najważniejsza, a cała reszta to tylko dodatek, który jest potrzebny dla równowagi. Na blogu opisuję wszystko co mi przyjdzie na myśl, więc jeśli masz ochotę to wpadnij. Moje drzwi są dla Ciebie otwarte: dzieciorka.com.pl 

2 komentarze:

  1. Zmiana myślenia czasami jest bardzo potrzebna :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak! Szczególnie jeśli to zmiana na lepsze!

      Usuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...