czwartek, 21 kwietnia 2016

Karolina Rachfał

Od gimnazjum wiedziałam, że chcę mieć dom, psa, ogródek i dużą rodzinę… W liceum powiedziałam sobie, że do 25 roku życia będę miała już męża i przynajmniej jedno dziecko. 

Żoną zostałam w 2014 roku – zanim skończyłam 25 lat, natomiast upragnione dwie kreski zobaczyłam pod koniec lutego 2015 – popłakałam się ze szczęścia! Mimo, iż staraliśmy się tak naprawdę przez bardzo krótki czas to każda nieudana próba wywoływała we mnie ogromne fale smutku. Na szczęście się udało. Ciążę wspominam dobrze, aczkolwiek już teraz wiemy, że z następnym Maleństwem postaramy się, żeby rodziło się na wiosnę lub wczesne lato…

macierzyństwo
Karolina i Mieszko
fot. Album rodzinny

Rodzicami zostaliśmy 3 listopada 2015 – poród odbył się przez cesarskie cięcie, gdyż Mieszko od początku pokazał, że w nosie ma to co my sobie planujemy i ułożył się miednicowo. Oj, płakałam gdy się dowiedziałam, że nie urodzę naturalnie… ale co zrobić? Mieszko urodził się o 16:32 – gdy go mi pokazano był jeszcze nieogarnięty, cichy, skulony, taki malutki i cudowny. Dopiero gdy go zanieśli po za salę operacyjną usłyszałam najpiękniejszy dźwięk na świecie – darł się wniebogłosy! Poczułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie, bo przecież mam wspaniałych dwóch mężczyzn obok siebie.

Do domu wyszliśmy planowo po 3 dobie z jednym zaleceniem – dokarmiać mm – było to dla mnie jak wyrok bo zaplanowałam sobie, że będę karmić piersią, pragnęłam bliskości z moim dzieckiem. W ogóle zaplanowałam sobie bardzo dużo rzeczy, gotowych rozwiązań problemów wychowawczych, że moje dziecko będzie odizolowane od komputera, od telefonu, telewizora. Zakładałam, że nie przyzwyczaję do noszenia, że wszystko będzie pięknie i ładnie poukładane, zawsze obiad na czas i posprzątane – wszystko miałam poukładane w głowie. Rzeczywistość okazała się nieco inna… Na szczęście szybko też zrozumiałam, że do planów nie należy się przywiązywać. Mieszko miał kolki , więc noszenie było przez jakiś czas na porządku dziennym, zresztą nosze go dużo do tej pory – uwielbiam go mieć przy sobie. Na telewizor też już zdążył popatrzeć parę razy, na monitor
i telefon również. Karminie piersią odeszło na dalszy plan przez alergie, a później chorobę… No i tak moje plany się rozwiały i zostały z nich strzępki, które staramy się wykorzystać jak się da.
 Jednak mimo tych „porażek” czuję, że robię to co powinnam. Jestem spełniona w stu procentach. Bycie mamą to coś dla mnie! Dowiedziałam się, że istnieją we mnie pokłady energii, które uruchamiają się tylko wtedy, kiedy Mieszko ma taką potrzebę. Przede wszystkim nauczyłam się ufać swojemu instynktowi. Na początku wiele razy myślałam czy jestem dobrą mamą, czy czegoś nie robię źle. Wiele razy miałam kryzys i ryczałam nad Miechem i przepraszałam, że jestem złą mamą – to był duuuuuży błąd bo przecież każda mama dla swojego dziecka jest najlepsza! Zrozumiałam to całkiem szybko i od tamtej pory postępuję tak jak mi mówi moje przeczucie – póki co nie zawiodłam się i nawet znajduję czas na czytanie książki, i znowu wzięłam się za bloga!

rodzicielstwo
Karolina, Arek i Mieszko
fot. Album rodzinny

Rodzicielstwo pozwala mi poznać siebie, dowiedzieć się czego chcę od życia i upewnia mnie w decyzjach, które podejmuję – bo wszystko co postanowię robię dla mojej rodziny. Od momentu porodu uważam, że bardzo się rozwinęłam, nie tylko jako rodzic, ale jako kobieta. Mieszko jest moim motywatorem do działania, rozwijania się, do spełniania swoich marzeń, które są też dla niego. Dzięki niemu właśnie odkryłam nową pasję jaką jest chustonoszenie. Pokochałam chusty i pokochałam noszenie Mieszka w chuście, tą niezwykłą bliskość. Uwielbiam uśmiech na jego twarzy, kiedy się motamy i układamy w odpowiedniej pozycji, kocham to jak przygląda się światu z tej samej perspektywy co ja. Rodzicielstwo bliskości – te dwa słowa są u mnie ostatnio na topie. Już wcześniej się interesowałam tematyką rodzicielstwa, ale po porodzie to jakieś szaleństwo. Cudowne szaleństwo, niezwykle twórcze i rozwijające, popychające ciągle do przodu. Dla Mieszka podejmuję się rzeczy, od których kiedyś stroniłam, rozpoczynam różne projekty wymagające ode mnie bardzo dużo samodyscypliny, organizacji i poświęcenia cennych chwil odpoczynku – ale to jest nieważne. Ważne jest to, że mój syn z tego skorzysta, cała nasza rodzina skorzysta. Po obawach dotyczących wychowania nie ma śladu. Wiem, że nie skrzywdzę ani Mieszka, ani żadnego z moich kolejnych dzieci. Kocham mojego męża i mojego syna nad życie, nie wyobrażam sobie świata bez nich. Wiem, że to jest moje miejsce i moje przeznaczenie – być mamą i żoną. Powoli myślimy nad rodzeństwem dla naszego Małego Księcia. Tymczasem rozpoczęliśmy jakiś czas temu przygodę z ząbkowaniem – przeczuwam nadchodzące chwile grozy – to dopiero będzie wyzwanie! 

***


Jestem Karolina. Kocham literaturę fantasy, muzykę w prawie każdej postaci i dobre jedzonko. Na co dzień jestem menadżerem ogniska domowego i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Całkiem niedawno rozpoczęłam swoją przygodę związaną z doradztwem noszenia w chuście i nosidłach miękkich, co daje mi mnóstwo radości ponieważ uwielbiam pracować z ludźmi, a z dziećmi tym bardziej. Z zamiłowania i wykształcenia jestem pedagogiem, i wychowawcą. Staram się poszerzać moje doświadczenie i wiedzę z tematyki rodzicielstwa, i wychowania. Chcę i mam zamiar pracować 
w przyszłości z rodzicami i dziećmi. Jestem w tej kwestii niepoprawną idealistką, co czasami mnie wiele kosztuje, ale staram się uparcie dążyć do tego, by te ideały spełnić choć w części. Mam nadzieję, że jeszcze o mnie usłyszycie… oczywiście same pozytywne rzeczy!
Zajrzyjcie na: 
http://akademiaradosci.blogspot.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...