środa, 7 czerwca 2017

Bo to bardzo ważna rzecz, żeby zdrowe zęby mieć

Bo to bardzo ważna rzecz, żeby zdrowe zęby mieć... takimi słowami kończy się jedna z piosenek Fasolek. Znacie, prawda? To jeden z tych nieśmiertelnych hitów, który towarzyszył w dzieciństwie mi, a teraz towarzyszy Tediemu. Szczególnie podczas mycia zębów, bo wpasowuje się w klimat szorowania mleczaków. Jak się pewnie domyślacie po tym krótkim wstępie, będzie mowa o higienie jamy ustnej. U nas zęby to ostatnio temat na czasie, bo ja kilka dni temu pozbyłam się ósemki - bałam się jak cholera, a było naprawdę dobrze - a Tadeuszowi właśnie wyrzyna się ostatnia piąteczka, do kompletu. W buzi małego człowieka już dwadzieścia zębów, więc jest o co dbać... a z tym dbaniem o zęby to bywa różnie, bo w okresie dziecięcego buntu i fochów albo samodecydowania o sobie - nie wiem, które nazewnictwo bardziej Wam odpowiada - przychodzi również moment, kiedy mycie zębów staje się małym dramatem albo wielką wojną. A nie musi tak być. Ząbkowanie było dla nas procesem przyjemnym, w wręcz niezauważalnym, bo przebiegało u Tediego bezobjawowo i dopiero białe kiełki widoczne w buzi były dla nas znakiem, że oto są nowe, śnieżnobiałe zęby na pokładzie. Pierwszy ząb był wielkim odkryciem i radością niesamowitą, więc cała w skowronkach biegłam do drogerii po pierwszą szczotkę do zębów i pastę dla dzieci.  

Problem pojawił się wtedy, kiedy Tadeusz kręcił nosem na smak gumy balonowej czy truskawek, bo tak niestety smakuje większość past, a dzieci zamiast płukać zęby mają ochotę wyjeść całą zawartość tubki. Poza tym nauka płukania zębów to też wyzwanie i często długo trwa zanim dziecko zrozumie, że nie ma pić wody z kranu, tylko wypluwać. Na rynku na szczęście można znaleźć dobre i naturalne produkty wspomagające dbanie o higienę jamy ustnej. Nie jestem specjalistą, więc nie powiem Wam czego dokładnie szukać, ale warto czytać składy i poszukiwać produktu idealnego, wszak mleczaki czy nie, warto żeby dziecięcej zęby były zdrowe jak najdłużej.  Podobno warto dbać o jamę ustną zanim jeszcze pojawią się pierwsze mleczaki, na przykład przecierając dziąsła gazikiem nasączonym wodą czy rumiankiem, ale ja przyznam szczerze, że tego nie robiliśmy. Obrzydza mnie straszliwie sama myśl o tym i wychodzę z założenia, że dziecko, które tak jak Tadeusz piło moje mleko tysiąc razy dziennie ma naturalną ochronę, a takie przecieranie dziąseł po każdym jedzeniu nic nie wniesie w życie. Być może inaczej ma się to w przypadku dzieci karmionych mm, macie jakieś doświadczenie w te sprawie?


Nieco łatwiej było ze szczoteczkami. Trafiliśmy na firmę Jordan i szczoteczki "Step by Step" i pozostaliśmy jej wierni. Pierwsza szczoteczka od 0-2 lat ma bardzo krótką główkę, więc dziecko nie wepchnie jej zbyt głęboko do buzi, a włókna są miękkie, więc czyszczą zęby oraz masują dziąsła idealnie. Rączka jest mega wygodna do złapania zarówno dla dziecka, jak i rodzica, a ponadto może służyć dziecku za gryzak, chociaż z tej funkcji akurat nie korzystaliśmy. Poza tym szczoteczki są kolorowe, więc przyciągają uwagę dziecka i współpraca z małym człowiekiem jest nieco prostsza.

Obecnie Tadeusz jest dwuipółlatkiem z kompletem zębów, więc wybraliśmy kolejną szczotkę dla wieku 3-5 lat, która wygląda już nieco doroślej bez gryzaka! Główka jest większa, włosie nadal miękkie a rączka chociaż zupełnie inna niż w przypadku szczoteczki dla maluchów to nadal wygodna dla wszystkich, bo rzekomo ergonomiaczna. No i rysunki na szczoteczkach robią swoje, bo przecież szczoteczka w kolorze blue i z tygrysem czy dinozaurem to ważna sprawa, jeśli nie najważniejsza...

W ogóle, nie wiem czy wiecie... bo ja nie wiedziałam! Kolorowe włosie na szczoteczce to sugerowane miejsce, które ma pokazywać jaką ilość pasty należy użyć do mycia zębów. Super, co? Dla nas rodziców może być to oczywiste, ale dla maluchów, które wyznają zasadę "ja sam" to idealna wskazówka. Poza tym kupując szczoteczkę można dostać gratis klepsydrę, która odmierza 2 minuty i pomoże małemu człowiekowi określić czas, w którym musi szorować mleczaki. Przyjemne z pożytecznym!

Pamiętajcie, że higiena to ważna sprawa i nie warto ograniczać się do tego, by rano i wieczorem zmuszać dzieci do mycia zębów, bo inaczej zjedzą je robaki. Nie trzeba straszyć, jeśli można razem bawić się i edukować na wesoło! Chociaż przyznam, że opcja z robakami też u nas funkcjonuje - chyba przekonuje Tadka bardziej niż cokolwiek innego. Kolorowanki związane z dbaniem o higienę, a w nich wybieranie spośród różnych rysunków produktów zdrowych i niezdrowych czy opowiadanie bajek związanych z dbaniem o zęby to równie dobry sposób na to, żeby zachęcić małych ludzi do dbania o siebie i swoje zdrowie. Warto tłumaczyć wszystko i uświadamiać dzieci, a nie tylko wpajać im jakiś nawy, bo tak trzeba. U nas to się sprawdza i Tediemu ostatnimi czasy mycie zębów przychodzi dosyć łatwo, szczególnie, że często robimy to razem, bo przecież o zęby muszą dbać wszyscy a nie tylko dzieci.





A jak to jest u Was? Szorowanie zębów to dobra zabawa?

Post  powstał przy współpracy z marką Jordan.

3 komentarze:

  1. Od razu przypomina mi się historia mojej bratowej, która miała na studiach praktyki w przedszkolu i po obiedzie została w łazience z jednym spóźnialskim, który miał umyć zęby. "Myj ładnie ząbki", a on:"O o o..." hmmm "Myj ząbki", "O o o...". Po chwili zrozumiała. Zaczęła śpiewać "Szczotko, Szczotko, hej szczoteczko! O! O! O!..." i chłopiec zaczął myć ząbki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha trzeba uważać jakie się nawyki wprowadza, bo biedne dzieci bez piosenki nie będą myły zębów :D <3

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...