poniedziałek, 25 sierpnia 2014

38 tydzień ciąży

Zostały nam 2 tygodnie do planowanego terminu porodu. Myślę, że w tym czasie każda ciężarna kobieta czuje się duża i nieporadna. Ja owszem, szczególnie w nocy, kiedy próbuję przewrócić się z jednego boku na drugi. I kiedy po raz czwarty muszę wstać do łazienki, bo przed snem wypiłam o kubek herbaty za dużo. Noszę ze sobą 15 kilogramów więcej niż przed ciążą - waga podczas ostatniej wizyty u ginekologa pokazała 65 kilogramów, podobno. Z tego Fasol - Tadzik to w tej chwili około 3000g szczęścia. Małemu człowiekowi nie śpieszno jednak na ten świat, umówił się z tatą (męskie sprawy!) na 7 września i nie można go poganiać. Czasem tylko mam wrażenie, że chce wyjść moim prawym boczkiem, bowiem tam notorycznie odczuwam stukanie prawdziwie ludzkiej nogi.

gdzieś tam są stopy
Mam taki widok. Mówią, że gdzieś tam są stopy...



W 38 tygodniu dziecko jest zupełnie gotowe do narodzin i funkcjonowania poza organizmem matki. Maluch pozbywa się meszku, który pokrywał jego ciało przez ostatnie miesiące oraz mazi, która chroniła skórę przed płynem owodniowym. Dziecko w dalszym ciągu przybiera na wadze i ma w brzuchu coraz mniej miejsca, więc jego ruchy mogą być delikatniejsze i mniej odczuwalne przez mamę. W naszym przypadku wcale się to nie sprawdza, Tadzik stale biega. Nawet kiedy ja usnę, narzeczony odczuwa na swoich plecach tupot małych stóp! To jednak nic niepokojącego, a wręcz przeciwnie, świadczy o dobrym samopoczuciu małego człowieka.

W ostatnim czasie niewiele zmienia się w życiu ciężarnej - ewentualne wahania nastrojów, zgaga czy bezsenność nie są teraz niczym nowym. W moim przypadku też nic się zmieniło, nadal nie mogę narzekać. Nawet nie wypada. W końcu to nie ja spędzam całe dnie w wodzie, w pozycji embrionalnej, bez możliwości rozprostowania rąk czy nóg, na dodatek do góry nogami.

W tym czasie coraz częściej w głowie pojawia się myśl o porodzie. Paraliżujący strach przed nieznanym. Oczywiście kobiety, które przeżyły poród powiedzą, że ból nie jest taki straszny i nie pamięta się go po czasie. Dodadzą, że narodziny to piękne chwile i widok dziecka rekompensuje wysiłek...
Budka suflera śpiewała "Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam (...)" i w tym przypadku ja nie wierzę. Pociesza mnie jedynie fakt, że miliony kobiet na świecie rodziły przede mną i robiły to w gorszych warunkach i okolicznościach, a podołały. Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy - nie mam innego wyjścia, niż urodzić.

4 komentarze:

  1. Bądź silna, bądź dzielna :)
    Trzymamy kciuki..nie mamy innego wyjscia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog! Czytam i jestem pod wrażeniem Twojej dojrzałości, mimo 21 lat. Zostałaś mamą i bardzo dorośle do tego podeszłaś- oboje podeszliście. Kibicuje i trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i powitanie Tadzia :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Poradzisz sobie, myślisz w sposób dojrzały i świadomy, a ponadto otaczają Cię kochający ludzie. Wszystkiego dobrego dla Ciebie, narzeczonego i synka Tadzia :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Siostra nic się nie martw, będzie dobrze, a jedyna komplikacja przy porodzie to może być mje pojawienie jak przyjadę Cię wspierać (i oczywiście o personel tez zadbam) :):)

    OdpowiedzUsuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...