piątek, 25 sierpnia 2017

Matka wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka...

Każda matka wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka... to jedno z tych zdań, które wiodą prym na rodzicielskich forach internetowych i prawie zawsze stanowią podsumowanie gównoburzy wśród matek. Nie ma znaczenia na jaki temat toczy się dyskusja - karmienie noworodka, rozszerzanie diety, pieluchowanie, szczepienia, noszenie w nosidle czy chuście, usypianie, nauka mówienia czy chodzenia - wszystko to można podsumować jednym hasłem: Każda matka wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka. Ewentualnie: Niech każda matka robi jak uważa, przecież to jej dziecko. Owszem, każda matka decyduje o swoim dziecku oraz intuicyjnie stara się działać tak, żeby małemu człowiekowi przychylić nieba i żeby nie stała się mu krzywda. Jednak nawet matczyna wiedza i intuicja mają granice, a matka bywa omylna. Prawda jest taka, że czasem lepiej niż matka będzie wiedział dietetyk, psycholog, doradca laktacyjny, fizjoterapeuta, doradca noszenia czy kardiolog, neurolog, okulista albo ortopeda... w zależności od problemu, z jakim przychodzi zmierzyć się dziecku i jego rodzicom.

Nie zamierzam negować tego, że matce zależy na dobru dziecka ani tego, że zna swoje dziecko i wie, w jaki sposób ulżyć mu w cierpieniu, pocieszyć czy pomóc przezwyciężyć trudności. Instynkt sprawia, że matka po prostu pewne rzeczy wie, nie wiadomo dlaczego ani skąd, ale wie... Obecnie instynkt zostaje lekko stłamszony, ponieważ dostęp do wiedzy i różnego rodzaju informacji jest w zasadzie nieograniczony. Matki często tracą pewność siebie i wiarę w swoje możliwości, bo świat wychodzi na przeciw z innymi rozwiązaniami, często łatwiejszymi czy wygodniejszymi, np. tracimy wiarę w swoje możliwości wykarmienia dziecka naturalnie, bo kiedy napotykamy trudności to z "pomocą" przychodzą nam producenci mleka modyfikowanego. Często zamiast szukać przyczyn problemów i stawiać im czoła, szukamy tylko szybkich rozwiązań. Innym razem próbujemy szukać wiedzy, ale... nie tam gdzie trzeba. Zamiast poszukać specjalisty w danej dziedzinie, googlujemy dane zjawisko i nie zawsze trafiamy na strony warte czasu i uwagi lub pytamy innych matek na forach, gdzie zostajemy zasypane mnóstwem różnych informacji, a mało konstruktywna dyskusja ostatecznie i tak kończy się hasłem: każda matka wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka. W ten oto sposób wcale nie stajemy się mądrzejsze, a w głowie mamy jeszcze większy mętlik lub wybieramy tylko te informacje, które nam odpowiadają, a nie tędy droga. Sprawy nie ułatwiają również producenci oraz marketingowcy, których zadaniem jest sprzedać wszystko wszystkim, więc polecane przez nich produkty idealne dla dziecka, często wcale nie są dla niego odpowiednie, a przynajmniej nie w pewnym okresie.

Z jednej strony to bardzo dobrze, że jako matki nie pozostajemy same sobie, bo czasem bywamy omylne, więc szukanie wiedzy i proszenie o pomoc to idealny odruch, kiedy czegoś nie jesteśmy pewne. Warto jednak pamiętać, że w zasadzie w każdej dziedzinie można znaleźć specjalistę, który pomoże nam rozwiązać problem i jeśli instynkt nakazuje go szukać to szukajmy. My matki, grasujące nocami po forach internetowych nie jesteśmy jednak specjalistkami. Nie jesteśmy wszechwiedzące, żadna z nas nie jest alfą i omegą, żeby odpowiedzialnie doradzać w każdej sprawie. I wbrew pozorom nie wynika to z faktu, że mamy "ciążowe mózgi", którym często po urodzeniu powrót do formy zajmuje sporo czasu. Nie jesteśmy wszechwiedzące, bo... nie sposób być jednocześnie dietetykiem, ortopedą, doradcą laktacyjnym czy chustowym, pediatrą, neurologiem i fizjoterapeutą w jednym. To między innymi u takich specjalistów, wykształconych w swoim fachu, powinniśmy szukać wsparcia, nawet jeśli czasem usłyszymy od nich coś,  co niekoniecznie będzie nas zadowalało, czasem będzie wymagało radykalnych zmian albo mnóstwa pracy. W końcu szukamy pomocy i wiedzy, a nie poklasku dla stanu, w którym obecnie się znajdujemy. Po co więc wchodzić w dyskusje, które kończą się klasycznym: każda wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka... a ile matek, tyle najlepszych rozwiązań i dobrych rad. Niestety czasem bywa tak, że matka gówno wie.

Najwyższa pora żeby pokornie przyznać, że czegoś nie wiemy. Nauczyć się sortować dostarczane nam informacje, zacząć czytywać rzetelne źródła, weryfikować wiadomości i logicznie myśleć - od tego jeszcze nikomu korona z głowy nie spadła. Wiecie, niezależnie czy producent słoiczków (a czasem nawet pediatra, olaboga) zaleca wprowadzenie do diety marchewki w czwartym miesiącu życia czy koleżanka chce sprzedać wisiadło, warto weryfikować, sprawdzać i wyciągać wnioski. O wisiadle wspominam celowo, bo my również takowe posiadaliśmy i nosiliśmy w nim Tadeusza. Zimą w kombinezonie, przodem do świata, kiedy jeszcze samodzielnie nie siedział, czyli zrobiliśmy wszystko to co jest niedopuszczalne w bezpiecznym i prawidłowym noszeniu. Dramat, ale mówię o tym głośno, bo... wisiadło kupione za grosze w lumpeksie skłoniło mnie do szukania informacji. Wówczas nie byłam jeszcze moderatorką pilskiej chustowej grupy, bo takowa nie istniała i nie miałam zielonego pojęcia o prawidłowym noszeniu dzieci, ale intuicja podpowiadała mi, że trzeba dowiedzieć się co, jak i dlaczego. Dowiedziałam się więc, że wisiadło jest do dupy, że nie nosimy dzieci przodem do świata, a jeśli nosimy to wyłącznie w nosidłach ergonomicznych i dzieci samodzielnie siedzące, a dla młodszych są chusty. Wystarczyło kilka rzetelnych źródeł, chęć zgłębiania wiedzy i wyciągnięcia wniosków. Czasem popełniamy błędy, ale warto się na nich uczyć. Mogłabym oczywiście powiedzieć, że: każda matka wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka i nosić w wisiadle, ale wolę przyznać się, że wtedy nie wiedziałam. Zaufałam swojej intuicji, żeby szukać i wiedzy innych, żeby dać dziecku wszystko co najlepsze. 

Co Ty na to? Jesteś matką, która wie co jest najlepsze czy szukasz mądrzejszych?

4 komentarze:

  1. Wielu specjalistów miałam okazję z dzieckiem odwiedzić. Kilku podziękowałam. Szukałam kolejnych, którzy wiedzieli jak pomóc, a nie na zasadzie spróbujemy może się uda. Ortopeda np. Powiedział, że córka ma wiotkie mięśnie i jak będzie miała 14 lat to zrobimy operację. Poszłam do rehabilitantki, dostaliśmy ćwiczenia i walczymy. Dziecię koślawi stopy i kolana przez źle ułożoną miednicę. Jest jeszcze kilka innych rzeczy, których kilku ortopedow (prywatnie i na NFZ) nie zauważyło. Gdybym ich sluchała mogłoby być źle. Czasem intuicja dobrze podpowiada :-) ale jestem za tym, żeby konsultować, szukać pomocy u kompetentnych osób. Antyterrorystka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodziło o bezgraniczne zaufanie lekarzom, bo zdarza się, że oni również się mylą albo coś przeoczą... raczej rzecz w tym żeby matki spuściły z tonu, bo czasem uważają się za najmądrzejsze ;) Powodzenia!

      Usuń
  2. Szukam mądrzejszych, żeby zweryfikować i ewentualnie poprzeć argumentami to, co podpowiada mi instynkt. Ostatnimi czasy odczuwam presję, że "jeszcze karmię", ale wtedy czytam mądrzejszych od innych i powtarzam sobie, że to najlepsze i naturalne :) / N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze rozwiązanie ❤ Długie karmienie jest super :D polecam!

      Usuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...