czwartek, 15 września 2016

Adriana Krynicka z Kosmetomama

Macierzyństwo to pomieszanie zmysłów i  uczuć. Z jednej strony cieszysz się, że maluch zaczyna chodzić, a z drugiej boisz się o niego, że zaraz zrobi sobie krzywdę. I tak do końca życia póki będziesz matką. I na tym już praktycznie mogłabym skończyć mój wpis na temat tego, czym jest dla mniej macierzyństwo, ale może opowiem trochę więcej o tym, jak to moje macierzyństwo wygląda w praktyce i jak to się stało, że mogę się tym macierzyństwem cieszyć.

Zaczynałam właśnie studia magisterskie. Miałam przerwę w nauce, ponieważ w kierunku kosmetologia wtedy były tylko studia licencjackie. Więc skończyłam licencjat a potem pracowałam 3 lata jako kosmetolog w salonie kosmetycznym. Po tym czasie pojawiła się możliwość podejścia do studiów drugiego stopnia. Więc złożyłam papiery. Studia się zaczęły.

Byłam już mężatką i miałam swoje cztery kąty. Któregoś dnia postanowiłam zapytać się męża czy nie che mieć już dziecka, bo ja już jestem gotowa. Wcześniej już o tym gadaliśmy. Pomyślałam, że jak każdy gada, „że staranie się o dziecko to długi proces”, to może zacznijmy już dziś, żeby nie tracić czasu, bo i tak trochę to potrwa przecież.

W komplecie
fot. Album rodzinny

Za trzy miesiące od danego dnia byłam już w ciąży. Było to dla mnie wielkie zdziwienie, że tak szybko poszło. Miałam też nadzieje, że jak większości kobiet dokuczają wymioty do około 3 miesiąca, to ja też nie będę się wyróżniała z tłumu i też do maksymalnie 3 miesiąca będę miała. Niestety nie przewidziałam, że może być inaczej. Nie przewidziałam, że mogę być szczególnie wrażliwa na hormony i to małe życie, które je produkuje.

Czułam się fatalnie od prawie samego początku do samego końca. Na uczelnie chodziłam, ale dojazd do niej czy poranne zajęcia były jednym wielkim dramatem. Uczyłam się na sesje, wymiotowałam w trakcie nauki i uczyłam się znowu. Zosia w brzuchu zaczęła mieć miało miejsca, bo zjadał mniej stres związany z sesją. Wzięłam więc urlop dziekański.

Na końcu ciąży miałam problemy, bo Zosia nieoczekiwanie dawała znaki „wychodzę do Was”. Moja Pani doktor ginekolog starała się przedłużyć ten proces do maksimum. Udało się jeszcze troch powalczyć. Skończył się pierwszy rok, zaczęły się wakacje. Ja trochę odsapnęłam. Zosia miała urodzić się pod koniec września. Udało mi się skończyć 1 rok studiów potem też drugi.

Zosia urodził się pod koniec sierpnia. Byłam przerażona, że już się zaczęło. Na szczęście urodziła się zdrowa i silna. Tylko malutka. Dlaczego piszę Wam o tym skoro to temat o macierzyństwie? Bo matką stajesz się o wiele wcześniej za nim się jeszcze pojawi na świecie Twoje dziecko. 

Ada i Zosia
fot. Album rodzinny

Po porodzie byłam bardzo szczęśliwa. Niestety po jakimś czasie coś zaczęło zjadać mnie od środka. Okazało się po dłuższym czasie, że to nie zły humor. To depresja. Nie mogłam sobie z nią poradzić. Świat wydał mi się szary. I to nie było tak, że zaniedbywałam swoje dziecko. Kochałam je tak bardzo, że zaczęłam się o nią potwornie bać. Tak bardzo, że wizja tego świata i mojej córki zaczęłam mnie przygnębiać, dołować.

Poradziłam sobie, ale nie sama. Przy depresji nie jest tak łatwo, ta choroba zjada całą radość i przemienia ją w smutek i strach. Nie widziałam dobrych rzeczy, które przyniesie to życie mojej córce, widziałam tylko te złe. Bałam się do tego stopnia, że na spacer z Zosią wychodziłam tylko ja, bo bałam się, że jak wyjdzie z babcią to ktoś porwie wózek.

Możesz w tym miejscu nazwać mnie wariatką. Ja nazywałam się mamą. Tylko macierzyństwo w pewnym momencie mnie przytłoczyło. Jak tylko zaczęłam unosić ten ciężar na barach, wszytko zaczęło nabierać innych kolorów. Dużo różu i fioletu.

Teraz Zosia ma 5 lat. Chodzi do przedszkola. Bawi się z dziećmi, jeździ na weekend do dziadków. Jest szczęśliwa i ja też, ale strach o swoje dziecko zawsze pozostaje. Grunt to znaleźć w sobie zaufanie do swojego dziecka i do swojego instynktu, aby to nie strach nas kontrolował, ale my jego. Wtedy macierzyństwo jest piękne. Cholernie męczące, dalej przerażające, ale piękne.

*** 

Cześć jestem Ada. Z wykształcenia jestem kosmetologiem.  Z wyboru mamą,  z pasji blogerką. W idealnej proporcji łączę ze sobą macierzyństwo i kosmetologie, bo jestem matką, ale przede wszystkim jestem kobietą. Mój blog www.kosmetomama.pl

1 komentarz:

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...