czwartek, 14 lipca 2016

Monika Kilijańska z Konfabula

Jeszcze 8 lat temu tak naprawdę wierzyłam, że życie po porodzie zmienia się tylko o tą jedną osobę w rodzinie. Wierzyłam, że ja nie zmienię się wcale. Będę dalej tą samą Moniką z kucykiem w kolorze mysiego blondu, okularami i laptopem na kolanach. Niby wszyscy trąbili wokoło, że dziecko przewraca życie do góry nogami, ale ja przewrotnie nie chciałam w to wierzyć.

Trzy misie
fot. Album rodzinny


Nie wierzysz - mówiła miłość

Macierzyństwo to nieprzebrana rzeka miłości. Nawet wtedy, kiedy dziecko znowu maluje kredką ściany, kolejny raz nasika na podłogę, zje cukierki przed kolacją. To właśnie ta miłość pozwala przetrwać wszystkie pytania „co to?”, „dlaczego?” czy „daleko jeszcze?”, chociaż w środku czasami się już gotuje. To ona nie pozwala zwyczajnie spakować się i wyjechać, by być daleko od tego chaosu stworzonego przez dzieci. Nie pozwala, bo widzisz już te małe zapłakane oczka. Więc zostajesz i na kolanach bujasz nie laptopa, a dziecko do snu. Nocami nie ślęczysz przy książkach, a z dzieckiem przy cycku. Perspektywa się zmienia, często na taką z pozycji raczkującego dziecka.

Poczekaj jak cię rąbnę...

Kiedy zaczęło się moje macierzyństwo? Już w dzień porodu. Jak pierwszy raz wzięłam syna na ręce, miałam łzy w oczach. Byłam niezmiernie zdziwiona, że tak duży człowieczek zmieścił się w moim ciele. A do tego, że może by tak cudowny nic nie robiąc. Choć czasem zasypiałam na stojąco nadal nasłuchiwałam jeszcze chwilkę po zaśnięciu jak delikatnie sapią moje dzieci. Do dziś lubię wejść na chwilkę do ich pokoju i opatulić pierzynką, pocałować w czółko, podać misia, który spadł na podłogę. Nawet, jeśli groziłoby to ich przebudzeniem, co przecież oznacza zarwany na usypianie wieczór.

to we wszystko uwierzysz

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nadal mam włosy koloru mysiego blondu związane w kucyk i noszę okulary siedząc przed komputerem. Ale teraz, jeśli żadne z dzieci akurat nie siedzi mi na kolanach, a leży na nich laptop to mam nieodpartą pokusę bujać nimi na prawo i lewo. Tak samo jak usypiam czasem moje dzieci. Coś się we mnie zmieniło.

Rodzinne poranki
fot. Album rodzinny
Dziś wierzę, że istota, która waży ledwo tyle co trzy worki cukru ma w sobie więcej słodyczy, niż wspomniane trzy paczki sacharozy. Jestem wręcz przekonana, ze kwintesencją macierzyństwa jest zmiana. Na lepsze? Na gorsze? Nie wiem. Macierzyństwo po prostu jest zmianą. Taką, której nie mogę porównać z czymkolwiek co było wcześniej. Ale nie mogę bez tego uczucia żyć.

* w tekście wykorzystano cytat z wiersza „Poczekaj” ks Jana Twardowskiego

***

Jestem Monika. Konfabuluję teraźniejszość, układam kolory tęczy w sposób losowy, przedstawiam większą połowę prawdy i same fakty autentyczne. Uwielbiam marcepan i lody czekoladowe. Cały czas mam nadzieję, że kalorie idą w cycki. Prowadzę blog www.konfabula.pl. Nie znajdziesz tu wystylizowanych zdjęć dzieci czy wnętrz. Chyba że cudze dzieci i nie moje wnętrza. Za to usłyszysz śmiech i zobaczysz buzie w czekoladzie. Taki life bez stylu, wychowanie bez spiny.

10 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za możliwość wpisu gościnnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, ze bardzo czekam, az w naszym zyciu pojawi sie mala istotka, ktora przewroci nasz swiat do gory nogami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie macierzyństwo zaczyna się w momencie zobaczenia dwóch kreseczek na teście, nie dopiero w dniu porodu. Od tego momentu człowiek zaczyna myśleć za dwoje i jest odpowiedzialny także za rozwijające się nowe życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale jest tak mało realne... Nawet te kopniaki to nic w porównaniu do osoby, którą trzyma się w ramionach. Brzucha nie porzucę - dziecko już mogę. To była jednak dla mnie o wiele większa odpowiedzialność!

      Usuń
    2. O tak, ja też jestem zdania, że w ciąży jest jednak trochę inaczej, niż kiedy trzymamy dziecko w ramionach, dopiero wtedy macierzyństwo zaczyna być realne!

      Usuń
  4. też nie mogłam uwierzyć, jak on się zmieścił w brzuchu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo, na dodatek widząc bliznę po cc zastanawiam się jak go wyjęli ;)

      Usuń
    2. Miałam to samo, na dodatek widząc bliznę po cc zastanawiam się jak go wyjęli ;)

      Usuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...