piątek, 20 maja 2016

Porodówka to nie pokaz mody

Kiedy spotykasz wybranka życia swego chcesz być piękna i zrobić dobre pierwsze wrażenie, bo to ważne spotkanie dla Was obojga. Kiedy idziesz na rozmowę kwalifikacyjną, chcesz być piękna, bo jesteś wtedy pewna siebie, a to ważne spotkanie i chcesz dobrze wypaść. Za to do porodu - pierwszego spotkania z własnym dzieckiem masz iść w ohydnej koszuli, bo nikt nie będzie tam na Ciebie patrzył i masz rodzić, a nie się pindrzyć. Ważna jest ciąża, przebieg porodu, zdrowie dziecka a nie Twój wygląd - tylko wyrodna matka przejmuje się rozmiarem torby do szpitala i tym, jak wygląda jej porodowa koszula.


To porodówka a nie pokaz mody, jak to mówią. Jednak kiedy zamieniasz koronkowe stringi na jednorazowe gacie z siatki, a na to narzucasz koszulę z myszką Miki czy inną żyrafą, nie pozostaje to bez echa. Bez echa dla Twojej psychiki oczywiście, nie mówiąc już o psychice położnych, które tych żenujących koszul widują tysiące każdego dnia. Boisz się przyznać, że to ma dla Ciebie znaczenie, bo wszyscy zjadają Cię wzrokiem, kiedy przeżywasz, że gładkie i ładne koszule są trzy razy droższe. Szkoda, bo ładne, a Ty przy porodzie chciałabyś być ładna, więc odżałujesz te kilkadziesiąt złotych na gustowną koszulę "na raz" albo będziesz szukała jednak ciągle tańszego, przyzwoitego zamiennika, albo też pójdziesz rodzić z myszką miki na klacie. Poza tym w samotności będziesz ubolewała nad nieszczęsną koszulą. W samotności, bo mało kto zrozumie, że problem głupiej koszuli jest wysokiej rangi. 

Wiadomo, że przy porodzie najważniejsze jest bezpieczeństwo dziecka i matki. Nawet nie to, w jaki sposób przyszło na świat, jak długo trwała akcja porodowa, z jakim bólem się to wiązało i czy wszystko to było zgodne z Twoimi wyobrażeniami. Nie chodzi też o to, by hybrydowe paznokcie czy tusz na rzęsach stały się ważniejsze od decyzji o nacięciu krocza. Jednak nie oszukujmy się, poród jest ważnym wydarzeniem w życiu, a do każdego ważnego wydarzenia w życiu chcemy być przygotowane pod każdym względem. Bycie piękną dodaje nam pewności siebie. Pozwala czuć się dobrze z samą sobą, a to z kolei dodaje nam siły do działania, dodaje sił do walki. Nie, znów nie chodzi o to, by prostować włosy między podaniem znieczulenia a badaniem usg. Nie o to, by mieć pełen make up, który spłynie podczas akcji porodowej czy żeby tuszować rzęsy zamiast skupić się na parciu. Za to można mieć w torbie róż do polików, który po wszystkim nieco zrekompensuje noszenie gaci z siatki, które od chwili zakupu w internetowej aptece śnią Ci się po nocach.

Dla mnie to było ważne. Torba pokaźnych rozmiarów poza higienicznymi okrucieństwami typu podpaski XXL pomieściła róż do policzków i puder. Pofarbowałam włosy, coby nie straszyć dziecka odrostami. A zapach żelu pod prysznic, który miałam ze w szpitalu już zawsze będzie dla mnie zapachem porodówki. Czułam się z tym dobrze, bo chociaż rzekomo porodówka to nie pokaz mody to patrzyli na mnie dwaj najważniejsi mężczyźni, mój syn i jego tata. Byłam piękna, dla własnego komfortu. Po to, żeby udowodnić sobie i innym, że narodziny dziecka nie muszą oznaczać dla kobiety wyłącznie zmęczenia, worów pod oczami, tłustych włosów i poplamionego dresu...

7 komentarzy:

  1. Bardzo trafny i mądry tekst! Widzę, że nie tylko ja przejmowałam się przy porodzie kwestią wyglądu i tej "koszuli" :-) Pewnie dla niektórych to śmieszne, ale na porodówkę pojechałam z wydepilowanymi nogami i nie tylko oczywiście ;-) do tego miałam hybrydę na stopach i dłoniach, bo mój lekarz pozwolił mi na delikatnego frencha :-) lekki makijaż też był, bo dzięki temu czułam się lepiej sama ze sobą! Następnego dnia po porodzie długo leżałam pod tymi kroplówkami itd. więc nie było jak się ogarnąć, ale już kolejnego dnia ubrałam moją ładną koszulę z Happymum i zrobiłam lekki makijaż :-) Wszystkie położne i pielęgniarki mówiły, że super, że nawet w takiej chwili chce mi się zadbać o siebie. Nie byłabym sobą gdyby tego nie robiła, a moje dziecko nie cierpiało na tym ani sekundy, bo na wszystko był czas jak mały spał. Do tej pory dbam o siebie i oczywiście na spacer czy do osiedlowego sklepu potrafię wyjść w bardzo lekkim makijażu albo nawet bez, ale od czasu do czasu lubię się zrobić na full z makijażem i fryzurą. Widzę te zdziwione spojrzenia niektórych osób mówiące "przy dziecku i tak się stroi", ale mam to gdzieś, bo moje dziecko jest zadbane i nigdy nie robię czegoś jego kosztem. A poza tym niech widzie, że mam dba o siebie :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że nie jestem sama ze swoją wizją bycia piękną ;) Nie wyobrażam sobie, żeby nie golić się czy nie móc zrobić makijażu tylko dlatego, że jestem w ciąży albo jestem mamą. Bardzo dobrze, że są mamy, których macierzyństwo nie zwalnia z dbania o siebie!

      Usuń
  2. och ja miałam taką koszulę z żyrafą i misiem :P i nie myślałam o tym, jakie to mam okropne koszule:) bardziej mnie denerwowały te wielkie podpaski po które trzeba było chodzić do pielęgniarek. Ale nie wyobrażałam sobie żeby być przy tym brudna z tłustymi włosami... Może i spędziłam tam tylko 48h ale pare pryszniców musiałam wziąć dla własnego komfortu bo nie wyobrażałam sobie żeby wyglądać i czuć się tak nieswojo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina, doceń to, że nasz szpital zapewnia te wszystkie higieniczne okrucieństwa, po które trzeba chodzić, bo nie wszędzie tak jest. Ja pod prysznicem po porodzie poczułam taką ulgę jakbym pierwszy raz w życiu mogła się wykąpać:D

      Usuń
  3. A ja do wszystkich moich 3 porodów szłam pachnąca, wykąpana z ułozonymi na szczotkę włosami :)Na porodówce miałam ładna koszulę bez żyrafy,klapeczki z kokardkami i przedłużone rzęsy :)Muszę przyznać że to bardzo pomaga w chwilach kiedy czujesz się pozbawiona wszelkiej intymności :) Także drogie mamy też jestem zdania że mama na porodówce nie musi być zarośnięta,z tłustymi włosami, spocona i w starej dziurawej koszuli (bo przecież i tak się pobrudzi).Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa! Cieszę się Haniu, że się ze mną zgadzasz i po 3 porodach jesteś przykładem zadbanej mamy, której szampon i sztuczne rzęsy nie straszne :D

      Usuń
  4. Wybór koszul do szpitala to była moja największa zagwozdka przy kompletowaniu torby. Wreszcie znalazłam ekonomiczne wersje, ale bez kreskówkowych postaci, więc osiągnęłam jako taki kompromis w tej kwestii ;) Ale zainspirowana tym wpisem zamówiłam wczoraj jeszcze jedną, śliczną i kobiecą :D Jeśli nie zabiorę do szpitala, to na pewno wykorzystam w domu, personel medyczny będzie mnie widzieć tylko kilka dni, ale Mąż codziennie ;) // N.

    OdpowiedzUsuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...