czwartek, 24 marca 2016

Paulina Grochowska z Oli Loli New Life

Macierzyństwo zmieniło w moim życiu dosłownie wszystko!
Sposób patrzenia na życie, kraj zamieszkania i przetasowało całkowicie rzeczy ważne i ważniejsze.

Tuż po ślubie wprowadziłam się z mężem do mikroskopijnej kawalerki, a już 3 miesiące później dowiedziałam się o ciąży. Chcieliśmy mieć dzieci ale chyba nie tak szybko, nie tak od razu. Byliśmy w szoku i stresie: brak własnego lokum, moje studia w trakcie i zmienne wynagrodzenie męża. Od razu zaczęliśmy szukać innego mieszkania – tym razem na własność. Ochłonęliśmy i powoli wszystko się układało. Do własnego gniazdka wprowadziliśmy się w czerwcu, w lipcu obroniłam tytuł magistra, a w sierpniu (w przeddzień rocznicy ślubu) urodziłam cudownego chłopczyka. 

emigracja
Paulina i Oli
Fot. Oli Loli New Life

Niestety nasza radość nie trwała długo, bo już w nocy zaczęły się problemy z oddechem Oliwiera. Rano, po dodatkowych badaniach okazało się, że Jego serce nie pracuje prawidłowo. Został przeniesiony do innego szpitala, ja na żądanie wypisałam się i pojechałam za nim. Padł wyrok: wada serca zagrażająca życiu. Już następnego dnia operowano go w Warszawie, a ja drżałam minuta po minucie w oczekiwaniu na jakiekolwiek wieści. Przeboje naszego małego serduszka nie miały końca i po powrocie do domu dopadła Go niewydolność krążenia i anemia – potem drugi raz operowano Go w wieku niespełna sześciu miesięcy. 14 lutego po raz kolejny uratowano mu życie. 

Niebawem mój mąż wyjechał za granicę, a ja zostałam sama z małym dzieckiem, obowiązkami, wędrowaniem po lekarzach i szpitalach. Nie było łatwo, nie będę kłamała. Po pomoc sięgałam w ostateczności, starałam się jak mogłam by ogarnąć to wszystko sama. Najgorsze były dni, gdy Oliwier chory z gorączką, za oknem deszcz, a ja bez potrzebnych leków w domu – mogłam na szczęście wtedy liczyć na kilku dobrych znajomych, którzy byli w pobliżu zawsze gdy tego potrzebowałam. 
 
Oli
fot. Oli Loli New Life

Oliwier był grzecznym brzdącem. Zaczął szybko sam zasypiać, chodzić za rękę i jeść samodzielnie. Pękałam z dumy, ale też pękało moje serce, że mój mąż tego nie widzi. Musiał oglądać filmiki i obserwować syna na skype, aż do momentu, gdy Oliś skończył 2 lata – wówczas po półtora roku życia w rozłące, ponownie staliśmy się rodziną i zaczęliśmy nowe życie w Szwajcarii. Po tak długim czasie ciężko nam było przyzwyczaić się do siebie nawzajem. Ślubny nie wiedział co to wiecznie czegoś chcące dziecko, odzwyczaił się od nocnego wstawania i obowiązków. To był niezły sprawdzian dla nas.

Dzisiaj Oliwier chodzi do szwajcarskiego przedszkola, jest pełen energii i bardzo towarzyski. Za nami zdrowotne przeboje – wyniki i parametry pracy serca są zadowalające. Choć nadal wisi nad nim perspektywa kolejnej poważnej operacji, to jestem spokojna. Poukładaliśmy sobie wszystko na obczyźnie i dobrze nam tutaj – w końcu jesteśmy razem. Kto wie, może pomyślimy o powiększeniu rodziny i Ślubny wreszcie będzie miał okazję wykazać się jako ojciec gotujący zupki, podający mleko i zajmujący się gaworzącym brzdącem.

 ***

Jestem prawie 30-letnią spełnioną mamą na emigracji. Staram się pogodzić wychowanie syna z moimi zapędami do pracoholizmu. Nie lubię siedzieć w domu, męczę i dręczę męża – dzięki czemu sporo jeździmy po Szwajcarii i Europie. Zakochana w fotografii, handmade i dobrym jedzeniu, to cała ja. 
Zapraszam do mojego małego świata www.oliloli-newlife.com

3 komentarze:

  1. Wiem co to długa rozłąka z partnerem...i nigdy więcej.
    Podziwiam Cię, że sobie sama radziłaś. Ja na czas rozłąki przeprowadziłam się do rodziców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz było lepiej, raz gorzej - nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Musiałam sobie zorganizować życie i podołać. W końcu jak nie ja, to kto?

      Usuń
    2. Mnie bardziej niż sama rozłąka przerażałoby to, jak znów zyć razem - wiem, brzmi głupio, ale będąc samemu ma się jakiś swój rytm, wiadomo że można liczyć tylko na siebie, a tu znów druga osoba i trzeba się dotrzeć od nowa!

      Usuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...