czwartek, 7 stycznia 2016

Marta Łysek z Młoda Matka

Macierzyństwo jest trochę jak powieść sensacyjna

Gdyby ktoś mi kiedyś szczerze powiedział, jak macierzyństwo będzie wyglądać naprawdę, i tak bym nie uwierzyła. Zresztą, kiedy nie masz dzieci, trudno sobie to nawet wyobrazić.
 
To jak opowieści o wyprawie na biegun: wiesz, że zimno, że lód na wąsach, że sanki, namiot i wszędzie śnieg i lód. Wiesz. Ale jeśli nie doświadczyłaś, to za słowami opowieści o biegunie będzie się dla ciebie kryło zupełnie co innego niż dla tego, kto na nim był.  Teoria i doświadczenie to dwie różne rzeczy - zwłaszcza w macierzyństwie. I to jest pierwsze zaskoczenie każdej matki. 

Jeśli miałabym teraz, po pięciu latach doświadczenia, dać radę świeżo upieczonym rodzicom, brzmiałaby ona: wyluzuj. I miej zawsze przy sobie chusteczki nawilżane.

Jednym z moich ulubionych gatunków literackich jest powieść sensacyjna. I macierzyństwo też jest trochę jak powieść sensacyjna. Bohater powieści ma plan, który mniej więcej w połowie realizacji szlag trafia. Najważniejsze cechy? Odwaga, elastyczność i umiejętność radzenia sobie z tym, co cię czeka przy pomocy środków, jakie masz pod ręką. Kiedy byłam nastolatką, widziałam to u mojej babci i u mojej mamy. W każdej sytuacji po prostu sobie radziły. Rozbite kolano i żadnych plastrów, głodne brzuchy i pusta lodówka, całkiem mokre małe dziecko dwa kilometry od domu - i na wszystko było proste i szybkie rozwiązanie. Na te małe i nieważne problemy, które z perspektywy wydają się niczym, ale kiedy się dzieją, są jak niebo, które wali się na głowę. Można powiedzieć, że moja babcia żyła w czasach komunizmu, a moja mama  w nich dorastała i nauczyły się sobie radzić. Ale teraz, kiedy sama jestem matką, wiem, że komunizm nie ma tu nic do rzeczy. One po prostu są matkami. I to wystarcza.

Marta - Młoda Matka
fot. Krzysztof Łysek

Lubię mówić o swoim blogu, że to reportaż z życia. Bo tak właśnie jest. Kiedy reporter zabiera się do tematu, najpierw się do niego przygotowuje. Czyta, pyta, szuka. Potem zaczyna być. Być w tym, o czym pisze, z ludźmi, którzy są bohaterami jego tekstu. Często wszystko, czego się dowiedział wcześniej, weryfikuje w "terenie". Często okazuje się, że sprawy mają się zupełnie inaczej, niż myślał. Wtedy trzeba pożegnać się z własnymi teoriami i patrzeć, słuchać, myśleć. Szukać prawdy. Dobry reporter jest blisko ludzi, słucha ich, jest wrażliwy. Trochę jak matka. Trochę jak ojciec. 

Czasem się mówi, że matka nosi pod sercem „nowe życie”. Myśli się wtedy o dziecku, o małym, ale zupełnie odrębnym człowieku. Dla mnie ta metafora jest szersza: to nowe życie oznacza, że wszystko, co było do tej pory się zmieni, że będzie inaczej. Nie wiadomo, jak. Kiedy rodzi się dziecko, wszystko nabiera zupełnie nowego wymiaru. Łazienka zamienia się w łaźnie rzymską, i wcale nie chodzi tu o rozmiar, ale o towarzystwo. Sen staje się towarem deficytowym. Nagle się okazuje, że cztery godziny snu po skończonym nad ranem projekcie wystarczały, żeby działać przez cały dzień, ale takie same cztery godziny miesiąc po porodzie wystarczają, żeby przewinąć dziecko, zrobić sobie kawy i zasnąć z powrotem. Nawet jej nie pijąc. Dom powoli zapełnia się dziecięcymi rzeczami i to jest aż niewiarygodne, że takie małe dziecko potrzebuje tak wielu przedmiotów. Z biegiem czasu okazuje się, że wcale nie potrzebuje, ale za pierwszym razem przecież tego nie wiesz. 

Marta z dziećmi
Fot. Krzysztof Łysek

Na początku w ogóle nic nie wiesz. Nie wiesz, czy już rodzisz, czy jeszcze nie. Nie wiesz, czy dobrze karmisz. Nie wiesz, czy kichnięcie dziecka oznacza pyłek w nosie czy może zapalenie płuc, ile warstw założyć niemowlakowi na letni spacer, a sąsiadki nieustannie tresują Cię w kwestii czapeczki. Czytasz setki podręczników, a przynajmniej próbujesz, bo i tak zasypiasz po pierwszej stronie, czujesz się bezradna i zagubiona bardziej niż twoje trzymiesięczne maleństwo. Później nabierasz wprawy, uczysz się dziecka i siebie dziecka na nowo, a kiedy po raz pierwszy ugryziesz się w język, żeby nie zapytać sąsiadki, czy wzięła dziecku czapeczkę, zdasz sobie sprawę, że to nowe życie wzięło górę nad starym, że czujesz się w nim dobrze, pasuje. Zaczynasz czuć się pewnie. Wydaje ci się, że wreszcie, wreszcie ogarniasz. Pranie, sprzątanie, gotowanie, może praca – wszystko znajduje swoje miejsce. I wtedy zaczyna się dziwna wysypka, ząbkowanie, skok rozwojowy, bunt dwulatka, smutki trzylatka, histeria czterolatka. Wszystko, co już miałaś ogarnięte i zaplanowane, ułożone i pewne, sypie się i wali. I wtedy osiągasz tak rozsławioną i pożądaną elastyczność, tylko że nikt ci nie mówił, że będzie kosztowała tak dużo. 

Bez dwóch zdań: macierzyństwo sprowadza na ziemię. Czasem mam ochotę zamknąć się w łazience i udawać, że mnie nie ma. Z drugiej strony to sprowadzanie na ziemię… świetnie robi. Wiem, na co mnie stać. Z czym sobie poradzę, a kiedy muszę poprosić o pomoc. Ile czasu potrzebuję, żeby napisać tekst albo ugotować obiad. Znam siebie o wiele lepiej, bo macierzyństwo nieustannie mnie testuje, sprawdza, pozwala dowiedzieć się o sobie czegoś nowego. Gdyby ktoś mi zaproponował zmianę, wsadził do wehikułu czasu  z opcją przeniesienia się do epoki sprzed pieluch i snu na kredyt, spojrzałabym na niego jak na szaleńca. Ja? Bez dzieci? Bez tupotu małych zimnych stópek, wtulających się we mnie o poranku? Bez tego uśmiechu, który rozbraja mnie za każdym razem, choćby znajdował się na środku twarzyczki umazanej czarną farbą, mąką i jogurtem, podobnie jak cała kuchnia? Bez uślinionych całusów, niespodziewanych wyznań miłości, dzikiej tęsknoty, kiedy wychodzę na godzinę i dzikiej radości, kiedy wracam do domu? Bez setek nieco wymiętych rysunków, zaskakujących pogawędek przy kuchennym stole, zabawy w tygrysy i  bez całej tej radości, miłości, poczucia dumy i szczęścia, które bierze się z tego daru, jakim jest bycie żoną i matką?
Nie. Nie wytrzymałabym ani chwili.

***

Marta Łysek, znana też jako „Mamuuusiu!”, „ta z siódmego” oraz Młoda Matka. Córka ceramika, żona fotografa, dziennikarka, pisarka, blogerka. Stara się nie robić wszystkiego naraz, ale zazwyczaj jej to nie wychodzi. Uczy dzieci życia, studentów – pisania, męża – cierpliwości. Nie może żyć bez Bałtyku, kruchych ciastek i książek. O realiach bycia matką - bez lukru i bez narzekania - opowiada na blogu: www.młoda-matka.blogspot.com.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...