czwartek, 19 listopada 2015

Hanna Zaborowska

Kiedy myślę o moim macierzyństwie od razu do głowy przychodzą mi słowa piosenki Natalii Niemen:

Myślałam kiedyś - zdobędę świat
co drzwi przede mną już otwiera
To kwestia dni, no możne lat
W papierach sukces i kariera

Mówili talent, mówili wdzięk
Mówili wejdź szeroką bramą
wśród ofert rozejrzałam się
wybrałam: chce być mamą

Moja przygoda z macierzyństwem zaczęła się  w Mikołajki 6 grudnia 2004 roku, kiedy to z niedowierzaniem wpatrywałam się w 2 kreski na teście ciążowym. Byłam wtedy młodą mężatką, miałam przed sobą ostatni rok dziennych studiów w Olsztynie i duże nadzieje na karierę, i sukcesy zawodowe. Byłam przerażona i zszokowana, nie miałam pojęcia jak to się mogło stać. Zawsze marzyliśmy o tym, aby mieć dzieci, ale nie planowaliśmy ich tak szybko. Minęło parę dni zanim przyzwyczaiłam się do myśli, że zostanę mamą. Wzięłam się w garść, dzielnie dojeżdżałam z Gdańska do Olsztyna pociągiem, spałam z wielkim brzuchem w akademiku na waleta u mojej siostry, zabrałam się ostro za pisanie pracy magisterskiej i z sukcesem ją obroniłam. Nawet nie podejrzewałam, że najcięższy egzamin dopiero przede mną…

Hania z mężem Łukaszem
Fot. nieznany

5 sierpnia 2005 roku przyszedł na świat nasz synek Kubuś. Byliśmy przeszczęśliwi, a maluszek szybko stał się oczkiem w głowie całej rodziny. Niestety moje wyobrażenia o słodkim bobasku karmionym piersią przez mamę i grzecznie leżącym w łóżeczku legły w gruzach. Kubuś od urodzenia był bardzo niespokojnym dzieckiem, miał straszne kolki już od świtu i wilczy apetyt, którego niestety nie mogłam zaspokoić własną piersią. Maluszek krzyczał od rana do wieczora i tak naprawdę albo jadł albo spał albo wył, ja zaś stawałam się coraz bardziej przygnębiona i zestresowana. Miałam wyrzuty sumienia, że nie jestem w stanie sama go nakarmić, miałam dość tekstów typu czy karmi pani piersią?, przecież on jest głodny, na pewno mu coś jest, że tak płacze. Z zazdrością obserwowałam inne młode mamy, które wystrojone  w szpilki spacerowały ze swoimi maluchami . Ja zziajana pchałam wózek z rozwrzeszczanym Kubusiem, którego musiałam co chwilę wyjmować i brać na ręce, aby się uspokoił. Doszło do tego, że gdy mój mąż Łukasz wracał z pracy ja w progu oddawałam mu Kubusia i sama szłam na spacer, aby się uspokoić i odetchnąć. Macierzyństwo nieco mnie przygniotło, miałam robić karierę, miałam plany, marzenia i mimo tego, że bardzo kochałam synka, czułam się przytłoczona. Wszystko jednak  udało się przezwyciężyć  dzięki mojemu wspaniałemu mężowi, dzięki pomocy rodziców. Kubuś dostał butlę z mlekiem modyfikowanym, moja mama zadbała o to, abyśmy od czasu do czasu mogli wyjść gdzieś sami, okiełznaliśmy malucha śpiąc w nocy przy szumach radia miedzy stacjami  i okazało się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. 

Spędziłam z synkiem 8 wspaniałych miesięcy  i stwierdziłam, że czas już poszukać pracy. Byłam świadoma tego, że czas działa na moją niekorzyść i z każdym miesiącem siedzenia w domu maleją moje szanse na ryku pracy. Prace znalazłam bardzo szybko i nie ukrywam, że ze względu na synka odpadły wszelkie posady w wielkich korporacjach, ponieważ wiedziałam, ze nie jest to praca dla młodej mamy, które chce o 15 wracać do domu.  Kubuś został w domu z nianią, a ja wracając z pracy miałam więcej energii i chęci na zabawy z nim niż wtedy, gdy byłam w domu. Wszystko bez problemu udało się pogodzić i znowu okazało się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Gdy nasze „oczko w głowie” skończyło 2 lata zgodnie stwierdziliśmy, że jak już pozbędziemy się łóżeczka dziecięcego to strasznie trudno będzie je tam z powrotem wstawić. W związku z tym z pełną świadomością zaplanowaliśmy rodzeństwo dla Kubusia. 

28 czerwca 2008 roku przyszła na świat moja wymarzona i wyśniona Córeczka Zuzanna. Zawsze chciałam mieć córkę i zawsze wiedziałam, że będzie miała właśnie tak na imię. Zuzanka, choć była małym klopsikiem (4500 kg i 62 cm) urodziła się naturalnie, bez znieczulenia, w 2 godziny. Poród dał mi więcej szczęścia i satysfakcji niż bólu i traumy - taki poród idealny. Zuzia od urodzenia była aniołkiem: śliczna, spokojna, spała i jadła. Taka moja wymarzona laleczka, którą ubierałam w sukieneczki i mogłam wszędzie zabrać bez strachu, że będzie płakała. Gdy miała 2 miesiące wybraliśmy się całą rodziną na urlop do Ustki i był on zupełnie bezproblemowy i bardzo, bardzo udany. Przy córeczce macierzyństwo zaprezentowało mi się zupełnie z innej strony. Doświadczenie plus dziecko grzeczne jak aniołek sprawiło, że nawet nie wiem kiedy malutka urosła.  Urlop macierzyński był wtedy jeszcze bardzo krótki i 26 tygodni minęło w jednej sekundzie. Trzeba było wracać do pracy… Bardzo ciężko było mi zostawić moje maluchy z nianią, ale jak zwykle wszystko udało się jakoś zgrać. Rzeczy z pozoru niemożliwe stały się do okiełznania. Wstawaliśmy codziennie o 5.30, ogarnialiśmy dzieciaki i dom, i dojeżdżanie do pracy na godzinę 7:00, które trwało ok 30 minut. Okazało się, że im więcej człowiek ma na głowie tym wszystko sprawniej mu idzie. I znowu potwierdziło się, że szczęśliwa ja - mama to szczęśliwe dzieci. 

Tak mijały miesiące i lata. Dzieciaczki rosły, a my wszystko co robiliśmy, robiliśmy dla nich. Bardzo dużo z wspólnie podróżowaliśmy po Polsce i po świecie, czytaliśmy dużo książek i wspólnie uprawialiśmy różne sporty. W wieku 4 lat dzieciaki świetnie jeździły na nartach, zjeździliśmy wspólnie na rowerach cały Półwysep Helski, próbowaliśmy pokazać im jak najwięcej i to z pewnością zaprocentowało. Macierzyństwo ukazało mi się w sposób znów zupełnie inny i cudowny. Ogromną  radość sprawiały nam wszystkie święta, pieczenie ciasteczek, wycinanie dyni, występy w przedszkolu – każda  ta chwila jest bezcenna. Oczywiście nie daliśmy się zwariować i wspólnie z mężem dużą wagę przykładaliśmy do tego, aby również mieć czas tylko dla siebie. Staraliśmy się od początku przyzwyczajać dzieciaki do innych ludzi, także bez problemu zostawały z babciami czy ciociami, a my mogliśmy wyjechać na romantyczny weekend, pójść z przyjaciółmi na imprezę czy bal karnawałowy. 

Kiedy Kuba i Zuzia usamodzielnili się i poszli do szkoły oraz przedszkola postanowiłam zrobić coś dla siebie i po ośmiu latach w jednej firmie zmienić pracę. Znalazłam posadę w dużej niemieckiej korporacji, gdzie w końcu miałam poczucie, że nie stoję w miejscu, uczę się nowych rzeczy, doskonalę swoją znajomość języka niemieckiego, poznaję ciekawych ludzi. Jak zwykle wszystko udało się sprawnie zgrać - pracę, dom, opiekę nad dzieciakami. Dzieci dały nam już dużo swobody, były bardzo samodzielne, mieliśmy dużo czasu dla siebie i w takim właśnie momencie macierzyństwo upomniało się o mnie kolejny raz. Nagle bardzo zapragnęłam znowu być mamą. Z zazdrością zaglądałam do wózków świeżo upieczonych mam, było mi smutno, że ja już swoje dzieci odchowałam. Często w nocy śniło mi się, że znów spodziewam się dziecka i chyba w końcu wyśniłam sobie kolejnego dzidziusia... 

Hania z synkiem Igorem
Fot. Łukasz Zaborowski

2 listopada 2014 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży po raz trzeci. Tym razem był to czas, kiedy to napawałam się swoim rosnącym brzuszkiem i cieszyłam się każdą chwilą oczekiwania na maluszka. Wiedziałam, że to już ostatni raz w życiu jestem w tym cudownym, odmiennym stanie i nie narzekałam, nie marudziłam tylko bardzo aktywnie i z wielką radością czekałam na kolejnego członka naszej rodziny. 12 lipca 2015 przyszedł na świat strasznie wyczekiwany przez cała naszą cz­­wórkę Igorek. Byłam przekonana, że trzecie dziecko urodzę szybko i bez problemów. Jednak kolejny raz okazało się, że będąc  mamami nie jesteśmy w stanie niczego przewidzieć i wszystko może się zdarzyć. Poród był trudny, zupełnie jakbym rodziła po raz pierwszy. Igorek wywrócił nasze życie do góry nogami i po kilku latach laby znowu przypomnieliśmy sobie co to zarwane noce, kolki, jedzenie w pośpiechu i branie prysznica z „małą” widownią. Maluch niestety poszedł bardziej w ślady brata niż siostry i jest „wymagającym” bobasem. Od urodzenia miał silne kolki przez co przyzwyczaił się do noszenia i tulenia, budzi się często w nocy . Wydawać się mogło ze z trzecim dzieckiem jest już łatwo i z górki, jednak zdarzało mi się płakać razem z nim bezsilności. Kolejny raz macierzyństwo pokazało, że jest zupełnie nieprzewidywalne. Wszystko jednak udaje się ogarnąć dzięki mojemu wspaniałemu mężowi, pomocy starszych dzieciaków, które potrafią lepiej opiekować się braciszkiem niż niejeden ojciec, a także dzięki mojej mamie, która zawsze mnie wspiera. Staramy się żyć bardzo aktywnie, dzięki czemu Igorek już jako 6 tygodniowe niemowlę był z nami na tygodniowych wczasach nad morzem, a gdy miał 3 miesiące pływał już z rodzeństwem na basenie. Zimą planujemy oczywiście wyjazd z przyjaciółmi i rodziną na narty.

Wychowanie trójki dzieci, w tym niemowlaka to  bardzo trudne zadanie, czasami nie wiemy co zrobić najpierw, bo obowiązków jest wiele, tym bardziej, że staram się poświęcać starszym dzieciom dużo czasu, gotować  im dobre, zdrowe, domowe posiłki. Staram się też dbać o siebie i dużo czasu spędzać na świeżym powietrzu z maluchem. Trudno jednak być we wszystkim doskonałą i trzeba niestety się z tym pogodzić, bo macierzyństwo choć najpiękniejsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć to jednocześnie jest nieodgadnione i ciągle mnie zaskakuje.
 
Jestem mamą - to moja kariera.
Jestem mamą - na zawsze od teraz.

 ***

Mam na imię Hania i mam 34 lata. Od 11 lat jestem szczęśliwą żoną najwspanialszego faceta na świecie oraz mamą cudownych dzieciaków: Kuby (10 lat), Zuzi (7 lat) i Igorka (4 miesiące). Z wykształcenia jestem ekonomistą i pracuję w Gdańsku, w dużej, niemieckiej korporacji. Pracuję po to, aby korzystać z życia, spełniać swoje marzenia i podróżować.Uwielbiam aktywnie spędzać czas z moją rodziną, gotować dla nich oraz spotykać się z przyjaciółmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...