środa, 21 października 2015

Studiowanie z dzieckiem

Kilka razy w roku wsiadałam w pociąg, zanim ruszył na zegarku była godzina szósta. Tadeusz jeszcze smacznie spał, a ja jechałam na uczelnię, gdzie mimo Indywidualnej Organizacji Studiów, na niektórych zajęciach wypadało pokazać się chociaż kilka razy, oddać pracę, zaprezentować coś... a przede wszystkim odpocząć. Myślisz sobie co to za odpoczynek, skoro trzeba wstać przed 5, chociaż dziecko na co dzień budzi się około dziewiątej? A no powiem Ci, że całkiem wyborny. Tam gdzie bezdzietni narzekają, że przez kilka godzin muszą słuchać nudnych wykładów, tam rodzice docenią, że mogą posłuchać czegoś innego, niż kołysanek czy piszczenia dziecka. Będąc rodzicem docenisz studia, siorbanie ciepłej kawy w ostatnim rzędzie sali wykładowej, spokój i to, że nikt nie wydziera ci z rąk notatek, nie gniecie ich, nie pobrudzi ich od marchwi, nie obślini...
Urodziłam na początku września, a od października miałam w planach wrócić na studia. Tadeusz przyszedł na świat w terminie, więc miałam jeszcze chwilę czasu by dojść do siebie i poznać syna na tyle, by po miesiącu móc rozpocząć dalszą naukę w towarzystwie małego studenta. Dwie rzeczy w tym całym zamieszaniu były najważniejsze - nauczyć Tadeusza pić z butelki, nie rezygnując z karmienia piersią oraz postarać się o Indywidualną Organizację Studiów. W obu przypadkach odnieśliśmy sukces! Tadeusz bez problemu spędzał czas z tatą i zapasem mleka, gdy ja w towarzystwie laktatora wyruszałam na uczelnię, sto kilometrów dalej. W miarę możliwości podróżowaliśmy razem.

Studiowanie - kiedy jesteś matką - zyskuje inny wymiar. Na pierwszym wykładzie czujesz się podobnie jak ci wszyscy ludzie, którzy mają kaca po wczorajszej imprezie. Dla ścisłości - Ty nie masz kaca, Ty nie śpisz od dwóch dni, bo dziecko ma katar, a odsysanie wydzieliny z nosa oznacza w domu istne piekło. Poza tym miewa też kolki, zaparcia, rozwolnienie, ulewa po jedzeniu, gorączkuje. Poza tym nie chodzisz na imprezy, bo kiedy wszyscy otwierają piwo, Ty usypiasz swojego potomka. Kiedy terminy egzaminów są znane zastanawiasz się czy łatwiej będzie przełożyć szczepienie, rehabilitację czy zaliczyć wszystko w sesji poprawkowej. Żartowałam... nie jest tak źle! Z własnego doświadczenia muszę przyznać, że egzaminy można zdać w terminach, prace i prezentacje oddać na czas. A pracę licencjacką można obronić na piątkę, nic nie szkodzi, że we wrześniu! Studiowanie i macierzyństwo nie są kolorowe i nie ociekają lukrem. Czasem z pokorą trzeba przyjąć na klatę (i pełne mleka cycki) egzamin warunkowy, na który przyjeżdżasz trzy tygodnie z rzędu tracąc już nadzieję, czasem trzeba pieprznąć notatkami w kąt na rzecz gaworzenia, czasem trzeba rozpłakać się z bezsilności i czasem trzeba też poprosić o pomoc.

Pomoc - słowo klucz, gdy łączysz studiowanie z macierzyństwem. Samodzielność i samowystarczalność godne są pochwały, ale nie sprawdzają się w każdej sytuacji. Czasem trzeba poprosić o pomoc w opiece nad dzieckiem albo w nauce, przygotowaniu pracy. Sama nie dałabym rady, to pewne. Gdyby nie Tadeusz, który dzielnie współpracował, gdy tego potrzebowałam, gdyby nie Tata Tadeusza, który wspierał mnie na każdym kroku, gdyby nie rodzice czy dziadkowie sprawujący pieczę nad małym człowiekiem i gdyby nie przyjaciółki, które przyjadą nagle z innego miasta, by do drugiej w nocy siedzieć przed komputerem zamiast pić wódkę. Gdyby nie oni wszyscy, nie dałabym rady... I wdzięczna im jestem cholernie!

Dobre rady...
  • Pamiętaj, że na uczelnię nie wpadasz po to, żeby się uczyć. Na środkowym spośród osiemnastu wykładów i tak nic nie zrozumiesz, za to w tym czasie możesz się wyspać. Wykładowca raczej Cię nie obudzi, a dziecko na pewno by to zrobiło...
  • W dniu uczelnianym zaproponuj znajomym, by zjeść obiad w czasie okienka. Na pewno będzie ciepły, na pewno nikt nie włoży małych rączek w Twój talerz, nie będziesz musiała szykować go sama.
  • Zawsze są drugie terminy - egzamin na uczelni zawsze można poprawić, czasem można podejść do niego nawet pięć razy. Egzaminu z macierzyństwa nie poprawisz. Warto więc ustalić priorytety.
  • Nie bój się prosić o pomoc, chociaż to przychodzi najtrudniej. Nawet jeśli planujesz wszystko zrobić samemu i tak ostatecznie okaże się, że bez osób trzecich sukcesu by nie było.
  • Pogódź się z tym, że kiedy Ty masz esej do napisania, notatki do zakucia na pamięć, prezentację do przygotowania, a sesję lada dzień, wtedy Twoje dziecko ma gorączkę, biegunkę, ząbkuje, nie śpi, nie je i mogło by się bawić całą dobę. Takie jest życie, z Was dwojga to Ty musisz się poddać. 
 Ja zaczęłam studia magisterskie, a Wy jesteście studiującymi mamami?

11 komentarzy:

  1. Czapki z głów ! kłaniam się Tobie! Ja studia magisterskie oddaliłam na dalsze lata, na zasadzie "może kiedyś" .. bo nie wyobrażam sobie studiować i wychowywać dziecko. W ciągu 6 lat obroniłam dwa licencjaty i dwa dyplomy.. i mam dosyć. Z chwilą odebrania ostatniego dyplomu, z chwilą obrony na 5 poczułam, że zdjęto mi kajdany które założono mi wiele lat temu. Cieszę się, że nie muszę babrać się w usosie (system uczelniany w necie), nie muszę stać w kolejce do dziekanatu, nie muszę zdawać kampanii wrześniowej, uczuć się nocami do kolokwiów i jednocześnie pracować. Ostatnie 3 lata - wstawanie po 4, żeby na 8 dojechać na uczelnie, ( ha! w tym czasie można pokonać trase piła-poznań) ale takie uroki Wrocławia, po uczelni praca i wjazd do domu ok 19/20 i tak codziennie, najgorzej było zimą.

    Ja poczułam ulgę, że zaszłam w ciążę i że akurat kończyłam studia. Ulga nie do opisania. Czy wrócę na magisterkę? pewnie jak zacznę pracę w szkole i trzeba bedzie robić stopień nauczycielski :D
    na razie jest mi błogo bez studiów. Ale ja to ja:)

    Podziwiam Cię ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że studiowanie bez dziecka było dużo łatwiejsze niż z nim.
      - Po pierwsze dlatego, że mieszkałam w Bydgoszczy i wystarczało wstać 1.5 godziny przed zajęciami, a nie minimum 3.
      - Po drugie wystarczyło pójść na zajęcia, bez całej otoczki logistycznej (z kim zostawić dziecko, czy dotrę do domu tak jak zaplanowałam, czy coś nagle nam nie wypadnie i nie pokrzyżuje planów snutych tydzień wcześniej...).
      - Po trzecie czasu było nieco więcej i można było nim zarządzać samodzielnie, a teraz czasem rządzi Tadeusz i trzeba się dostosować.
      Nie mniej jednak wiem, że gdybym teraz przerwała naukę to za kilka lat było by zdecydowanie ciężej wrócić na uczelnię. A teraz mam nadzieję, że idąc za ciosem uda mi się zostać magistrem! Bywa ciężko, ale można to ogarnąć z pomocą innych!

      Usuń
    2. Trzymam za Ciebie kciuki ! :)

      Usuń
  2. Ta...a o promotorze zastępczym już nikt nie wspomni. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z jednej strony się cieszę, że ostatnie studia kończyłam, kiedy Liw jescze była w brzuchu. Ale wydaje mi się, że takie studia teraz sprawiły by , że poukładała bym się na maksa. Lubię, kiedy mój czas jest wypełniony i nie ma minuty na lenistwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię mieć zorganizowany czas i wypełniony dzień, ale jednocześnie ciągle nie mogę wpaść w rytm, być poukładaną i systematyczną tak jak sobie zaplanuję i tu pojawiają się problemy :)

      Usuń
  4. Miałam koleżankę na studiach, która urodziła i sobie całkiem dobrze poradziła z pogodzeniem macierzyństwa i studiów, a miałam tez taka, która zrezygnowała twierdząc, ze nie ogarnie tylu obowiązków. O sobie nie mówię, bo nie jestem jeszcze mamą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy medal ma dwie strony - nie mówię, że studiowanie i wychowywanie dziecka jest łatwe, ale na pewno jest możliwe, by jedno z drugim połączyć :)
      Nie jestem w stanie do końca zrozumieć osób, które rzucają studia na rzecz dziecka, bo uważam, że wystarczy wymagać od siebie nieco więcej niż zwykle, a potem naprawdę być z siebie dumnym, że dało się radę połączyć dwa etaty!

      Usuń
  5. Gratuluję Ci samozaparcia. Ja odłożyłam studia magisterskie po urodzeniu dziecka, ale zrobiłam w tym czasie studia podyplomowe. Właśnie dlatego, że mąż zostawał z dzieckiem i miałam laktator :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak, idealna opieka dla dziecka i laktator to podstawa dla studiującej mamy :D Podyplomowe studia też wymagały pogodzenia dwóch etatów, więc gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Posiadanie możliwości ogarnięcia studiów, gdy dziecko już się narodziło to nie lada wyzwanie. Sama przez to przechodziłam i nie wyobrażałabym sobie, aby z maluchem przychodzić na salę wykładową, a potem nie korzystać z tego, co przekazuje wykładowca, a może być to wzięte na egzaminie. Również w tym miejscu chciałabym bardzo podziękować mojemu mężowi, który przyczynił się do tego, że dziś mam tytuł magistra. Laktator, kocyki dla niemowląt i wiele innych gadżetów było nieodłącznych podczas wychowania mojego Kacperka :) Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów przy rozwoju bloga :)

    OdpowiedzUsuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...