sobota, 29 listopada 2014

Nie róbmy z dziecka głupka, czyli o komunikowaniu się z niemowlakiem

Zacznijmy od tego, że niemowlak nie mówi. Z jednego prostego powodu - nie potrafi. Jednak od chwili narodzin potrafi się komunikować.W tym celu wykorzystuje płacz, krzyk, uśmiech, następnie głuży i gaworzy. Na pierwsze dziecięce słowa przyjdzie pora, około pierwszego roku życia.
Dorośli na opanowanie sztuki mówienia, mieli sporo czasu, więc niech tę umiejętność wykorzystują.
Kiedy dziecko zaczyna płakać, by na przykład zakomunikować jestem głodny nie musimy odpowiadać mu płaczem, możemy użyć słów zaraz dostaniesz mleczko, tata już szykuje butelkę. Dziecko co prawda nie zrozumie, ale usłyszy ton głosu, wyczuje nastrój. Komunikacja udana!

Wiadomo, że kiedy dziecko zaczyna głużyć, na swoje pierwsze aaaa, auuooo oczekuje odpowiedzi. Możemy mówić do niego normalnie lub odpowiedzieć podobnym aaaa, auuuooo, które dla dziecka będzie podtrzymaniem dialogu i zachętą do dalszego wydawania dźwięków.


I to jestem w stanie zrozumieć. Cała reszta budzi we mnie irytację i żal. Nie wiem tylko komu bardziej współczuć - dziecku czy dorosłemu?
Niemowlak na początku nie rozumie jakie treści niosą ze sobą wypowiadane przez nas słowa. Nie zna znaczenia wyrazów, za to słyszy intonację, akcentowanie i wyczuwa nasze nastawienie.
Fakt, że dziecko początkowo nie rozumie, nie znaczy jednak, że możemy mówić do niego jak do głupka. Mówmy mądrze i używajmy poprawnej polszczyzny.

Mówmy dużo. Opowiadajmy dziecku o wszystkim co widzimy, co robimy. Niech mały człowiek wie, że zaraz ubierzemy mu niebieską czapkę, bo na dworze jest zimno, a wybieramy się na spacer. Niech zdania będą krótkie, pojedyncze. Starajmy się tłumaczyć, chociaż dla nas te rzeczy są oczywiste.
Czytajmy, śpiewajmy i recytujmy... by dziecko słuchało, słuchało, słuchało!
Mówiłam już, że powinno słuchać?
Niemowlak uczy się przez naśladowanie, dlatego nasze słowa są takie cenne. Dziecko nie od razu będzie mówiło pięknie i poprawnie. Pewnie szybciej powie brum brum, niż boazeria czy wtórna weryfikacja, ale to też trzeba docenić. Na każde brum brum możemy zareagować chociażby hasłem Tak, taki dźwięk wydaje auto. Jednak nie musimy sami ograniczyć swojego słownika do wyrazów dźwiękonaśladowczych. Starajmy się, by to dziecko wzbogacało swój zasób słów, a nie my swój ograniczali.

Mamo! Tato!
Jestem mały, ale proszę, mówcie do mnie normalnie!

To zrozumiałe, że mówimy do dziecka inaczej, niż do dorosłego człowieka. Dużo więcej słów zdrabniamy, zmieniamy ton głosu na bardziej pieszczotliwy. Nie ma w tym nic dziwnego, bo o ile w firmie do szefa nie powiemy Przyniosłam panu dokumenciki, są popakowane w kolorowe segregatorki, jakby mógł pan tam postawić piecząteczkę i podpisik... Za to do małego człowieka śmiało można mówić o małym rudym kotku co ma mięciutkie futerko i robi miau miau, można go delikatnie pogłaskać...

W rozmowie z siostrą bardzo rozbawiło mnie jej określenie, że dziecko przy każdym oddaniu moczu szuka tożsamości, ponieważ rodzice wiecznie pytają Kto tak pięknie zrobił siusiu? No kto? I sporo w tym racji.
Wyobraź sobie, że mąż/żona wraca do domu i następuje dialog:
- No kto tak pięknie ugotował obiadek? No kto?
[milczenie]
- No kto, taki pyszniutki obiadek, ale ktoś ugotował. Ooo, ciu ciu ciu...
Jeśli sama myśl o tym nie budzi w Was agresji to podziwiam. We mnie budzi.
Poza tym... Taka piękna pogoda, pójdziemy da da. A nie moglibyśmy iść na spacer? Maciuś zrobi am, am. A czy Maciuś nie mógłby po prostu, jak inni zjeść obiadu? I czy dziecko nie może mieć świadomości, że robi kupę, a nie a a a.

Taki sposób komunikacji z dzieckiem budzi we mnie niemałą irytację, dlatego swojemu synowi tego zaoszczędzę. Tadziu jest małym, ale jednak człowiekiem i nie chcę robić z niego głupka. Nawet jeśli wszyscy uważają, że nie rozumie i to dziecko, więc można mówić do niego "po dziecięcemu".
Ojojoj Tadziu zrobił bam? Nie. Przewrócił się to przewrócił się, nazywajmy rzeczy po imieniu.
Nie płakaj, pokaż masz ałka? Nie. Obdarłeś kolano? Nie płacz, zaraz przestanie boleć.
Brzmi brutalnie i oschle? Być może, ale przynajmniej po polsku.

I nie chodzi o to, by czytać Pana Tadeusza w trzech językach do brzucha, gdy dziecko jeszcze nie przyszło na świat. Nie o to, by od małego poprawiać na każdym kroku, bo już pierwsze słowa muszą być perfekcyjne. Nie, chodzi o to, by dziecko było językową alfą i omegą. Chodzi o to, by dawać dobry przykład i nie robić z niego głupka. I z siebie przy okazji też.

2 komentarze:

  1. No kto napisal takiego fajniutkiego pościka na blogasku no kto? Ooo, ciu ciu ciu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle świetny wpis i w 100% się z nim zgadzam. A Tadziu przeuroczy :)

    OdpowiedzUsuń

Zobacz też:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...